„Zostań Żołnierzem Rzeczpospolitej” – tak nazywa się akcja, dzięki której MON chce zwiększyć „stan osobowy polskiej armii we wszystkich jej obszarach”. Poszukiwani są więc kandydaci do: wojsk lądowych, specjalnych, lotnictwa, marynarki wojennej i obrony terytorialnej. MON przekonuje, że tylko w przyszłym roku do armii ma zostać przyjętych 10 tys. mundurowych. W ramach programu żołnierze zawodowi mają jeździć po gminach, centrach handlowych czy ośrodkach sportu, wręczać foldery i ulotki i przekonywać o atrakcyjności pracy w armii.
Ale to już było…
Obecna ekipa rządowa chce, by cała armia docelowo liczyła 200 tys. żołnierzy. Początkowo zakładano, że 53 tys. ma należeć do Wojsk Obrony Terytorialnej, pozostali mają być zawodowcami. Antoni Macierewicz, były szef MON, który tworzył oddziały terytorialsów, proponował, by pełna liczebność tej formacji została osiągnięta już w 2019 r. Obecny szef MON Mariusz Błaszczak uznał, że te ambicje były zbyt wygórowane i w lipcu potwierdził, że WOT ma liczyć do 30 tys. żołnierzy.
mówi DGP Czesław Mroczek, poseł PO i były wiceminister obrony narodowej.
dodaje.
Poprzednia ekipa rządowa również ma za sobą kampanię pt. „Zawód żołnierz – dołącz do najlepszych”. Wtedy głównie poszukiwano ochotników, którzy chcieliby wstąpić do NSR. Liczebność tej formacji miała wynosić 20 tys. Maksymalna liczba, jaką osiągnięto, to nieco ponad 11 tys.
broni tamtej kampanii Czesław Mroczek. dodaje.
Sami przyjdą
Zdaniem Mroczka oferta dla zawodowców jest niezła i nie trzeba w tym celu prowadzić specjalnej kampanii. Opozycja podkreśla, że jeśli armia będzie otwarta na przyjmowanie kandydatów do służby zawodowej, to komendanci WKU nie będą musieli stać w galeriach handlowych i zachęcać do przyjścia do wojska.
przekonuje gen. Waldemar Skrzypczak, były wiceminister obrony narodowej.
Akcji promocyjnej bronią jej autorzy.
– mówi Michał Jach, poseł PiS i przewodniczący sejmowej Komisji Obrony Narodowej.
–– przekonuje Jach.
Inicjatywy broni też dr Grzegorz Kwaśniak, pełnomocnik MON ds. obrony terytorialnej. przekonuje.
Brak konkretnej oferty
Komendanci WKU nie chcą się oficjalnie wypowiadać na temat chętnych do służby, ale przyznają, że kampania MON nie wzięła się z niczego. Do WKU zgłaszają się albo bezrobotni, którzy nie mają pomysłu na życie, albo tacy, których interesuje wyłącznie służba zawodowa, a nie NSR i WOT. A obecnemu kierownictwu głównie na tym zależy.
– mówi gen. Roman Polko, były dowódca GROM.
dodaje.