Zorganizowany przez Prawicę Rzeczypospolitej marsz z udziałem około 150 przedstawicieli Klubu im. Romana Dmowskiego, PR, RN i ONR wyruszył około godz. 13 z pl. Wolności. Demonstrujący nieśli m.in. 50-metrową polską flagę i transparenty sławiące żołnierzy wyklętych.

Reklama

Zgodnie z planem marsz miał przejść ul. Pomorską do ul. Anstadta pod Pomnik Ofiar Komunizmu. Już przy pierwszej przecznicy został jednak zatrzymany przez około 30 przedstawicieli Obywateli RP z białymi różami; niektórzy z nich usiedli na jezdni, uniemożliwiając przejście.

Blokujący mieli transparenty z napisami "Nie każdy bohater był wyklęty, nie każdy wyklęty był bohaterem" oraz "Bury nie jest bohaterem".

Między demonstrującymi i obywatelami RP doszło do agresywnej wymiany zdań. Blokujący domagali się od policji usunięcia nielegalnego – ich zdaniem – znaku falangi, który prezentowała część uczestników marszu.

Policja apelowała o umożliwienie przejścia legalnie odbywającego się marszu; uprzedziła o możliwości użycia przymusu bezpośredniego, jeśli Obywatele RP nie zastosują się do jej poleceń.

Po kilkunastu minutach funkcjonariusze wynieśli kilka osób blokujących przejście na bok i marsz już bez przeszkód - z okrzykami m.in. "Bury naszym bohaterem" oraz "Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę" dotarł do Pomnika Ofiar Komunizmu, który stoi naprzeciwko budynku dawnego więzienia UB. Tam odbyła się krótka uroczystość, podczas której przypominano postaci żołnierzy niezłomnych.

- Marsz ma przede wszystkim charakter edukacyjny; chcemy przypominać społeczeństwu o żołnierzach niezłomnych, bo pamięć i wiedza o nich jest słaba, a czasami zafałszowana i zakłamana. Chcemy oddać cześć tym, którzy do końca bronili Polski przed komunizmem – powiedział PAP Tomasz Głowacki z Prawicy Rzeczypospolitej.

Reklama