Nikłe szanse na wznowienie ich lotów widzi dwóch polityków obozu rządowego, z którymi rozmawialiśmy, a także wojskowi. Do obrony polskiego nieba zostaje tak naprawdę kilka, w porywach kilkanaście, samolotów F-16. W gotowości bojowej jest zaledwie 20 proc. z 48 amerykańskich myśliwców, jakimi dysponujemy.
Szybkiego wyjścia z sytuacji nie ma, ponieważ nawet jeśli kupimy nowe maszyny, ich dostawa zajmie co najmniej kilka lat. Później potrzebny jest jeszcze czas na osiągnięcie gotowości bojowej.
Z powodu zawieszenia MiG-ów już teraz problemy – z otrzymaniem płatności – ma przemysł. W przyszłości, gdyby decyzja o wycofaniu zapadła, Wojskowe Zakłady Lotnicze mogą zostać pozbawione znacznej części zamówień.
Rosyjskie MiG-i zostały uziemione po katastrofie, do której doszło 4 marca. Wówczas jeden z takich myśliwców rozbił się w powiecie węgrowskim, pilotowi udało się przeżyć. Gorzej było w ubiegłym roku, gdy z powodu awarii fotela katapultującego pilot zginął.
Niedawno Polska Grupa Zbrojeniowa skomentowała sprawę wadliwych foteli. – – napisano. – – czytamy w oświadczeniu PGZ. Obecnie wszystkie maszyny są wyposażone w sprawdzone fotele. Mimo to oficjalnie nie podano przyczyny marcowej katastrofy, a MiG-29 mają zakaz lotów.
Jeśli chodzi o samoloty bojowe, polskie Siły Powietrzne dysponują jeszcze skonstruowanymi w czasach ZSRR maszynami Su-22 i amerykańskimi F-16. Tych drugich mamy 48, ale na co dzień sprawnych jest nieco ponad 20 proc., czyli ok. 10 maszyn. To dane niejawne, ale potwierdziliśmy je nieoficjalnie zarówno w rozmowach z przedstawicielami sił zbrojnych, jak i politykami. Z kolei o wariancie ekstremalnym, że w gotowości bojowej do natychmiastowego startu utrzymywane są tylko dwa takie samoloty, pisał kilka tygodni temu portal Tvn24.pl.
Kiedy więc MiG-29 wrócą do służby? – – poinformowali DGP urzędnicy z centrum operacyjnego Ministerstwa Obrony Narodowej.
Nieoficjalnie można jednak usłyszeć, że coraz bardziej realny scenariusz to wycofanie rosyjskich myśliwców z eksploatacji. – – opowiada DGP były lotnik. Problem w tym, że każdy kolejny miesiąc braku lotów to kolejne uprawnienia, które wygasają pilotom. Już teraz, by przywrócić MiG-29 do gotowości bojowej, potrzeba kilku miesięcy. W tym roku nie było np. treningów strzeleckich, które zwyczajowo odbywały się wiosną. – Do wyborów te samoloty nie wrócą na 90 proc., wątpię także, by to się zdarzyło do końca roku. Raczej zakładam, że w ogóle nie zostaną reaktywowane – mówi polityk zajmujący się obronnością i związany z PiS. Podobnie wypowiada się jeden z członków rządu. Jeśli dołożymy do tego kolejne przesuwanie nieoficjalnych terminów przywrócenia samolotów (najpierw był to maj, potem koniec czerwca), to coraz bardziej prawdopodobne staje się to, że do Wojska Polskiego już nie wrócą.
Oprócz osłabienia zdolności do obrony polskiego nieba powoduje to także problemy dla przemysłu. I tak np. Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 2 w Bydgoszczy obsługują samoloty MiG-29, ale mają problemy z otrzymaniem pieniędzy za wykonaną pracę. – wyjaśnia departament komunikacji i marketingu PGZ SA.
Jednak nawet po otrzymaniu tych pieniędzy, w przypadku wycofania tych samolotów WZL będą miały problem. Obsługa tych maszyn stanowi dużą część ich przychodów. O ile jednak w Bydgoszczy obsługiwane są także F-16 i rosną przychody z usług dla rynku cywilnego, to już w przypadku WZL w Warszawie obsługa MiG-29 i Su-22 to ok. 90 proc. przychodów. Po wycofaniu tych maszyn zakład może zostać bez większych zamówień.
Sytuację pod kątem zdolności bojowych mogłoby poprawić zwiększenie dostępności samolotów F-16, ale tutaj w dużej mierze jesteśmy uzależnieni od amerykańskich dostaw części i tego problemu przez lata nie udaje się rozwiązać. Z kolei nowych samolotów, prawdopodobnie F-35, nie można spodziewać się szybciej niż za kilka lat. Analizując wdrażanie samolotów F-16, pełną gotowość operacyjną te maszyny osiągną zapewne w latach 30. Jeśli chodzi o polski przemysł, szanse, że będzie miał on jakikolwiek udział w obsłudze samolotów F-35, są niewielkie.