Dobre wieści przekazał dziś w oficjalnym komunikacie docent Andrzej Chmura ze szpitala przy ulicy Lindleya w Warszawie. Według prof. Ewy Mayzner-Zawadzkiej z zakładu anestezjologii, przyczyną powikłań był "odczyn zapalny naczyń krwionośnych". "Takie zaburzenia występują raz na kilkadziesiąt tysięcy przypadków" - tłumaczy lekarka.

Zdaniem prof. Mayzner-Zawadzkiej, powikłania mogły być związane z przetoczeniem krwi. "Był krwotok pooperacyjny. Podanie dużych objętości krwi to duże obciążenie dla człowieka" - tłumaczy. U Salety lekarze wykluczyli natomiast podejrzewaną wcześniej "zatorowość płucną".

Przedwczesna radość

Już wczoraj wieczorem radio RMF informowało, że pięściarz się przebudził. Niestety - wtedy nie była to prawda. "Zostałem źle zrozumiany. Powiedziałem tylko, że z panem Przemkiem jest powierzchowny kontakt, co znaczy, że jego mózg funkcjonuje normalnie, bo pan Saleta nie jest w śpiączce, tylko jest usypiany lekami" - dementował wczoraj doktor Chmura. Ale dziś wyszedł do dziennikarzy z dobrymi informacjami. Stan pięściarza znacznie się poprawił.

Dzisiejszy "Fakt" tak relacjonował wczorajsze wydarzenia: środowe popołudnie, Szpital Kliniczny Dzieciątka Jezus w Warszawie. Na korytarzu panuje cisza. Ale nagle zaczyna się coś dziać. Pojawia się coraz więcej ludzi w białych kitlach. Po chwili drzwi oddziału intensywnej opieki medycznej otwierają się. Personel pcha nosze, na których leży dobrze zbudowany człowiek. To Saleta.

Lekarze kierują się na oddział chirurgii. Jak się później okazuje, będącego w stanie śpiączki farmakologicznej boksera przewieziono tam na godzinę. W tym czasie przeprowadzono tomografię komputerową. Lekarze uspokajają, ale do końca nie wiadomo, co będzie dalej - czytamy w dzisiejszym "Fakcie". "Stan zdrowia Przemysława Salety jest poważny, aczkolwiek stabilny" - tłumaczy doktor Chmura.

39-letni Saleta, mistrz boksu i bohaterski ojciec, toczył najtrudniejszą walkę swojego życia. Jeszcze w poniedziałek był na granicy życia i śmierci. Gwałtowny kryzys nastąpił po zeszłotygodniowej operacji, podczas której lekarze wycięli Salecie nerkę i wszczepili ją jego chorej córeczce.

W poniedziałek bokser ponownie trafił na stół operacyjny - z powodu problemów z oddychaniem, spowodowanych prawdopodobnie przez zator i krwotok w naczyniach krwionośnych w płucach. Lekarze wprowadzili go w stan tzw. farmakologicznej śpiączki. Bokser był podłączony do respiratora, który wspomagał oddychanie.

Nicole czuje się dobrze

W tym samym czasie w Centrum Zdrowia Dziecka dochodzi do siebie 13-letnia Nicole, córka Salety. Przez cały czas jest z nią jej mama, Ewa Pacuła.

Z kliniki w Międzylesiu dochodzą optymistyczne informacje. "Nerka przeszczepiona od Przemysława Salety jest tak duża i silna, że pracuje, jakby dziewczynka miała nie dwie, a trzy nerki" - mówi "Faktowi" profesor Ryszard Grenda, który opiekuje się małą pacjentką.

"Nicole czuje się coraz lepiej. W klinice dziewczynka będzie musiała pozostać jeszcze dwa-trzy tygodnie, ale wszystko idzie w dobrym kierunku" - tłumaczy lekarz.