"Śledztwo dobiegnie końca ostatniego dnia roku, nie występowaliśmy o jego przedłużenie" - potwierdza prokurator Marek Zajkowski, naczelnik białostockiego wydziału przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej.

Wszystko przez to, że śledczym nie udało się ustalić, kto w 2002 roku wysłał Lwa Rywina do Adama Michnika. Do dziś prokuratura nie postawiła nikomu zarzutów. "Szczegółowe uzasadnienie umorzenia będzie gotowe w pierwszych dniach stycznia" - zapowiada prokurator Zajkowski.

Minęło już pięć lat od chwili, gdy "Gazeta Wyborcza" opublikowała głośny tekst "Ustawa za łapówkę, czyli przychodzi Rywin do Michnika". "Zapłaćcie 17,5 miliona dolarów łapówki, to będziecie mogli kupić Polsat" - tak miał powiedzieć redaktorowi naczelnemu "Gazety Wyborczej" znany producent filmowy.

Rywin powoływał się na swe rzekome ustalenia z premierem. Obiecywał, że niekorzystne dla Agory zapisy zostaną usunięte z ustawy o radiofonii i telewizji. Twierdził, że za jego ofertą stoi "grupa, która trzyma w ręku władzę". Pieniądze miały wpłynąć na konto firmy Rywina, ale na użytek SLD - pisała pięć lat temu "Gazeta Wyborcza".

Sam Rywin nigdy nie ujawnił, czyim był listonoszem. Został skazany na dwa lata więzienia. Odsiedział czternaście miesięcy bez jednego tygodnia - czytamy w "Gazecie Wyborczej".