Urzędniczka zgłosiła się do ginekologa w kwietniu 2007 roku, niedługo po stosunku. Tam opowiedziała po raz pierwszy swoją wersję zdarzeń. Według relacji ginekologa - ktory pobierał
próbkę materiału dowodego - nie trzeba było używać siły, by zgwałcić kobietę. Była ona bowiem w zaawansowanej ciąży, w której przytyła 30 kilogramów, więc będąc przewrócona, nie
była w stanie samodzielnie się podnieść - pisze "Rzeczpospolita".
Dziś śledczy dysponują już oceną tej próbki. Okazuje się, że w pobranej spermie jest materiał genetyczny Czesława Małkowskiego. To oznacza, że kobieta nie połknęła nasienia, jak
twierdził prezydent.
"To mocny dowód. Mamy zeznania lekarza i położnej, które potwierdzają wersje urzędniczki. Teraz dochodzi do tego badanie DNA, które stawia pod znakiem zapytania wiarygodność
wyjaśnień prezydenta. Dzięki wynikom badania DNA wiemy, że Małkowski minął się z prawdą mówiąc, że kobieta połknęła jego nasienie" - powiedział
"Rzeczpospolitej" informator z prokuratury, która zajmuje się tą sprawą.
Afera wybuchła w styczniu 2008 roku, gdy opisała ją "Rzeczpospolita". Złożyła w prokuraturze wniosek o ściganie prezydenta Małkowskiego. Śledczy wzięli wtedy od lekarza
materiał genetyczny. Przesłuchali też ginekologa i pielęgniarkę.
Pod koniec lutego białostocka prokuratura wyjaśniająca seksaferę w olsztyńskim ratuszu, zatrzymała Czesława Małkowskiego. Śledczy postawili mu m.in. zarzut zgwałcenia ciężarnej
urzędniczki.