54-letni ojciec tak kocha swojego syna, że nie chciał, aby ten wyjechał do pracy za granicę. Aby go zatrzymać w kraju, zadzwonił na lotnisko w Pyrzowicach i poinformował o podłożonej tam bombie. Z tej wielkiej ojcowskiej miłości może teraz trafić za kraty - na dwa lata.
Wczoraj po południu dyżurny komendy na katowickim lotnisku otrzymał telefon z informacją o tym, że w terminalu jest bomba. Do akcji wkroczyli policyjni pirotechnicy. Ruch w porcie został wstrzymany.
Równolegle z pirotechnikami akcję rozpoczęła inna grupa policjantów - wywiadowcy poszukujący mężczyzny, który wywołał alarm. Znaleźli go w kilkanaście minut. Sprawcą zamieszania okazał się 54-latek.
Niedoszły terrorysta był pijany. Badanie wykazało w jego organizmie prawie 2,4 promila alkoholu. Policjantom wstępnie wyjaśnił, że w ten sposób chciał zatrzymać w kraju swojego syna, który w tym dniu odlatywał do pracy za granicę.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl