”Reszta te ciężkie czasy woli przeczekać za granicą. ” - mówi autorka raportu prof. Krystyna Iglicka.
. Zamiast wracać, właśnie rozszerza na Wyspach działalność swoich dwóch firm informatycznych. ” i właśnie planuję zatrudnić sporą grupę nowych osób. Nawet przez myśl by mi nie przeszło, aby teraz przenosić interes do Polski” - opowiada Uhryn.
Także Joanna Jaworzyńska, która do irlandzkiego Dublina wyjechała w 2005 roku, nie planuje na razie powrotu do ojczyzny. ”Wprawdzie straciłam w październiku zeszłego roku pracę, ale znalezienie nowej, nieco tylko gorzej płatnej, zajęło mi zaledwie kilka dni. Dlatego wolę zostać” - opowiada 36-latka, która teraz jest zatrudniona jako opiekunka w prywatnym przedszkolu.
Polaków, którzy myślą w taki właśnie sposób, jest znacznie więcej. Jak wynika z najnowszego, nieopublikowanego jeszcze raportu Centrum Stosunków Międzynarodowych i Instytutu Studiów Społecznych, . ”Nie ukrywam, że spodziewałam się znacznie większej fali reemigracji” - mówi „Dziennikowi” szefowa zespołu przygotowującego raport prof. Krystyna Iglicka.
. ”Gdybym straciła pracę, to tutaj w najgorszym wypadku dostanę od rządu zasiłek w wysokości prawie 90 euro tygodniowo. Syn już w tej chwili ma opłacane przez gminny samorząd obiady w szkole, a mnie i mężowi przysługuje niższy czynsz, bo takie przepisy dotyczą wszystkich rodzin z dzieckiem. Tutaj, w Irlandii, naprawdę łatwiej jest zmagać się z kryzysem. A mam niezłe porównanie, bo wciąż doskonale pamiętam, jak trudno się nam wszystkim żyło w kraju w połowie lat 90., gdy byłam przez cały rok bezrobotna” - opowiada Joanna Jaworzyńska. Potwierdzają to obserwacje Łukasza Uhryna. ”N. Wolą się tutaj przemęczyć, bo doskonale zdają sobie sprawę, że w Polsce nie czeka ich nic dobrego” - mówi.
Okazuje się, że do Polski wracają jedynie najbardziej zdesperowani emigranci. ”To ci, którzy na emigracji kompletnie nie dawali sobie rady. I nie chodzi bynajmniej o chwilową utratę pracy czy inne problemy” - tłumaczy prof. Krystyna Iglicka. Badacze z Centrum Stosunków Międzynarodowych . Ci drudzy to blisko jedna czwarta wszystkich reemigrantów.
Co gorsza, kryzysowa Polska też nie czeka na nich z otwartymi ramionami. 32-letni . ”Tam pracowałem jako budowlaniec, a jak wiadomo, rynek budowlany strasznie się zepsuł od czasu kryzysu. Postanowiłem więc biznes przenieść tutaj. To był jednak błąd” - mówi nam mężczyzna. ”Chciałem dostać dotację na założenie własnej firmy, ale mi odmówiono. ” - żali się Łepkowski.
Bliźniaczo podobnie brzmi historia absolwenta polonistyki, 26-letniego Łukasza Rusinowskiego. Kilka miesięcy pracy na zmywaku w Londynie, kryzys, ucieczka do Polski. I wielkie rozczarowanie. –”Nie potrafię już nawet powiedzieć, na ile ogłoszeń o pracę odpowiedziałem. Zaproszono mnie tylko na dwie rozmowy kwalifikacyjne, które jednak zakończyły się niczym. Nikt nawet do mnie nie zadzwonił” - mówi nam mieszkaniec Radomyśla Wielkiego na Podkarpaciu.
”Właśnie tak wyglądają historie ogromnej rzeszy tych, którzy wrócili do Polski z emigracji. Pracowali za granicą poniżej swoich kwalifikacji, nie mieli też żadnej realnej możliwości wybicia się, pokazania, na co ich stać. Mają w swoim CV pracę w barze lub opiekę nad dzieckiem w Londynie, co w kraju nie stwarza im ciekawych perspektyw” - tłumaczy prof. Iglicka. Z jej raportu wynika, że .
Właściwie to już wszystko mamy przygotowane. Czekamy tylko na zakończenie roku szkolnego starszej córki i latem wyjeżdżamy całą rodziną do Skandynawii. Tutaj nie czeka nas nic dobrego, więc nie ma co na siłę siedzieć. Lepiej poszukać szczęścia gdzie indziej” - przekonuje Marek Łepkowski. Podobnie myśli aż 40 proc. tych, którzy ucieczki przed kryzysem szukali w Polsce.