Całe zdarzenie rozegrało się w kilka minut na oczach wielu osób. Według relacji świadków grupa chłopców i dziewcząt siedziała na ławce. Mężczyzna podszedł i zaczął zaczepiać dziewczyny. Wtedy ich koledzy zwrócili mu uwagę. , ale chłopcy nie chcieli się z nim bić i odbiegli. Skrzyczany przez dziewczyny mężczyzna odszedł. Niestety tylko na chwilę.
"Wtedy ten człowiek powiedział do jednego z mężczyzn pijących alkohol pod apteką, że . Podbiegł do Mikołaja i go uderzył, podczas gdy ten drugi odciągał trzech naszych kolegów, którzy chcieli go powstrzymać. Mikuś odbiegł parę metrów w to miejsce, gdzie zginął. Tam mężczyzna zaczął go , aż ten usiadł na ziemi. Nie mógł oddychać" - relacjonuje "Gazecie Lubuskiej" tragiczne chwil koleżanka chłopaka.
Po chwili Mikołaj leżał już na ziemi. Był siny i nie oddychał. Po wielogodzinnej reanimacji zmarł w szpitalu.
Jeden z kolegów wyrywał się na pomoc na tyle mocno, że zainteresowała się nim prokuratura. . "Bronił Mikołaja, czyli wkroczył do bójki. Ale stawiać mu za to zarzuty? Jak można pokazywać innym dzieciom, że nie warto pomagać? Ze jak kogoś biją, to lepiej zostawmy, bo jeszcze nas oskarżą?" - pytała w TVN 24 rozgoryczona matka chłopaka.
Tak zrobili inni. Choć wokół było wiele osób, . "W czasie bójki kilka razy dzwoniliśmy na policję i pogotowie, ale nikt nam nie chciał wierzyć. Całe zdarzenie trwało kilkanaście minut i nikt nam nie pomógł. . Co za znieczulica!" - mówi "Gazecie Lubuskiej" oburzona Marlena, koleżanka Mikołaja.
>>>25 lat więzienia dla ojca, który zakatował niemowlę
Jego zabójca usłyszał już . Grozi mu za to 10 lat więzienia. Ale z relacji świadków wyłania się inny obraz sytuacji. Nie była to bójka, co skatowanie chłopaka. Gdyby prokuratura zmieniła kwalifikację czynu na 40-latkowi będą grozić dużo poważniejsze konsekwencje.