Katarzyna Kolenda-Zaleska w sobotnich "Faktach po faktach" w TVN stwierdziła m.in. że Rutkowski chciał wykonać publiczny lincz na matce małej Madzi z Sosnowca, a jego zachowanie jest obrzydliwe. Mariusz Ziomecki, były naczelny "Super Expressu" - gazety, która udostępniła detektywowi swój rejestrator, komentował w rozmowie z gazetą, że dziennikarka bez wątpienia dała się ponieść emocjom. Przyznał, że bardzo ceni umiejętności dziennikarskie Kolendy-Zaleskiej i spodziewał się, że i tym razem wezmą górę.

Sobotnią rozmowę z Krzysztofem Rutkowskim i rzecznikiem komendanta głównego policji Mariuszem Sokołowskim Katarzyna Kolenda-Zaleska rozpoczęła od pytania skierowanego do detektywa: Czy jakieś problemy ze wzrokiem? Dziennikarka dopytywała, na kogo Rutkowski stylizuje się, nosząc zawsze ciemne okulary. Rutkowski odpowiedział, że nie inspiruje się nm i stylizuje się na Rutkowskiego. Myślałam, że jakieś Miami Vice... - ironizowała Kolenda-Zaleska. 

Katarzyna Kolenda-Zalewska dopytywała, dlaczego Krzysztof Rutkowski zdecydował się na prezentację nagrań rozmów z Katarzyną W., matką półrocznej Madzi. Detektyw odpowiedział, że nagranie należało do mediów, ponieważ rejestrator, dzięki któremu powstało, jest własnością redakcji "Super Expressu". Poszedł pan na układ z tabloidem po to, żeby wykonać publiczny lincz na tej kobiecie - mówiła dziennikarka.

Kolenda-Zalewska zarzucała, że Rutkowski nie działał dla dobra matki Madzi. On zaś pytał retorycznie, dla jakiego dobra miał działać, jeśli chodzi o kobietę która albo zabiła dziecko, albo nieumyślnie spowodowała jego śmierć. Ale ona wciąż pozostaje kobietą, a pan ją wykorzystał. To był lincz! Publiczny lincz! - uniosła się dziennikarka TVN. Na kolejne argumenty Rutkowskiego, Kolenda-Zaleska odpowiadała: To jest nieetyczne, co pan zrobił.

Krzysztof Rutkowski w pewnej chwili stwierdził, że dziennikarka posuwa się zbyt daleko. Ja myślę, że to pan posunął się zbyt daleko - odparowała Kolenda-Zaleska. Nie odpowiedziała jednak na słowa detektywa, który zaatakował TVN za jeden z odcinków programu "Uwaga!", kiedy to wyemitowano nagrania z przesłuchania już dzień po fakcie. Mariusz Sokołowski stwierdził także, że Rutkowski emocjonalnie rozjechał walcem rodzinę Magdy.

Wie pan, co w pana zachowaniu jest najbardziej obrzydliwe? - zapytała w pewnej chwili Kolenda-Zaleska. Najbardziej obrzydliwe jest to, że pan tu kreuje się na bohatera, który współpracuje z mediami i robi wszystko. Na pewno pan nie jest bohaterem. Te okularki - mówiła dziennikarka. Pani zachowanie jest impertynenckie - odparował Rutkowski. Bo mi bardzo żal tej kobiety - stwierdziła natomiast Kolenda-Zaleska.

W czasie gorącej rozmowy pojawiła się także kwestia licencji detektywistycznej, którą Krzysztof Rutkowski stracił. Dopytywany, czy miał prawo zastosować metody, po które sięgnął, przedstawił cały ciąg zależności i plik dokumentów, które miały świadczyć, że działał legalnie. A mechanizm wyglądał następująco: Krzysztof Rutkowski jest właścicielem biura detektywistycznego, które podpisało umowę z biurem doradczym "Rutkowski", które z kolei posiada koncesję na działalność. Poza tym dodał, że w biurze detektywistycznym pracują detektywi z licencją.

Na sam koniec rozmowy Kolenda-Zaleska stwierdziła: Prywatny detektyw kojarzy mi się z dyskrecją, a pan jest zaprzeczeniem tej dyskrecji.