Opinia premiera Donalda Tuska co do wprowadzenia parytetów jest znana. Sprowadza się do tego, by na naszych listach byli najlepsi. Nie kobiety, nie mężczyźni. Najlepsi po prostu. A co do samych parytetów... Niedawno w krótkim odstępie czasu przerabialiśmy dwa razy wybory parlamentarne. Zarówno w 2005, jak i 2007 roku kobiety obyły się bez żadnych specjalnych przywilejów. Natomiast teraz cała sprawa jest sprowadzana do pomysłu SLD, bo to Sojusz pierwszy mówił głośno o wprowadzeniu parytetów.

Prawdę mówiąc, w Platformie Obywatelskiej takiej dyskusji już nie ma. Stawia się za to na dobrze przygotowane osoby gotowe do sprawowania funkcji państwowych. A kobiety miały zarówno w PO, jak i w innych partiach swoje miejsce na listach wyborczych w sposób naturalny. Sama znalazłam się na dobrym miejscu, co obyło się bez większych wysiłków.

Myślę, że w polityce najważniejsze jest to, by po partnersku traktować zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Z całą pewnością ja i wszystkie moje koleżanki – posłanki Platformy – jesteśmy przeciwko parytetom. Dlaczego? Bo są sztuczne i formalizują życie w najgorszym tego słowa znaczeniu.

Dla danego terenu trzeba ustalać tych polityków, którzy mają poparcie społeczne. Za tym idzie szereg elementów. Przygotowanie merytoryczne, doświadczenie, zaplecze, czyli ludzie, z którymi się pracuje. Merytoryczna, rzetelna ocena kandydatek już istnieje w Platformie i póki co ma się dobrze. W rządzie jest wiele kobiet. Taka jest polityka tej partii – nie ma nierówności, nie ma preferencji płci. Jest preferencja merytoryczności. Choć, wiem, istnieją partie, w których kobiety są w sposób sztuczny pokazywane.

Osobiście czuję się bardzo dobrze w Platformie. Donald Tusk na pewno nie kazał nikomu nagle szukać kobiet, by za dwa lata mogły kandydować z list PO do Sejmu. Pojawiające się ostatnio artykuły są sporą nadinterpretacją naszych rozmów. Fakt, mówiliśmy, że kobiety za mało angażują się w życie poza domem. I że kobiety z własnej woli nie chcą wdawać się w politykowanie, bo mają wrażenie, że tracą czas. Tym bardziej przy takim nawale obowiązków, jakie ma na co dzień przeciętna Polka.

Polityka wymaga czasu i „pazura”. Premier Tusk zachęca kobiety, aby brały sprawy we własne ręce i by nie odpuszczały sobie z góry polityki. Kobiety doskonale się sprawdzają na eksponowanych stanowiskach i zachęcam, by nie rozglądały się dookoła, kto w następnych wyborach będzie kandydował. Zamiast tego niech w końcu postawią na siebie.