Dominika Ćosić: Niemiecki eurodeputowany, Elmar Brok zagroził dziś, że krajom członkowskim, które nie chcą dobrowolnie przyjmować uchodźców, będą odbierane fundusze strukturalne. Jak Pan ocenia tę wypowiedź?

Wypowiedź Broka to straszna arogancja. Ani Komisja Europejska ani tym bardziej Parlament nie mają prerogatyw, żeby narzucać takie rozwiązania państwom członkowskim. To byłoby polityczne gangsterstwo. Fundusze strukturalne nie są rozdzielane według takich kryteriów jak posłuszeństwo wobec rozmaitych szczegółowych polityk, na przykład emigracyjnych. Tak więc ta wypowiedź jest niedopuszczalna.

Podobnie wypowiada się austriacka minister spraw wewnętrznych. Z oczywistych względów ta propozycja uderzałaby głownie w naszą część Europy. Czy takie postawienie sprawy jest uczciwe?

Nie jest. Widać tutaj egoizm wielkich graczy europejskich. Jeśli mają problem, to wtedy twierdzą, że obowiązuje solidarność. Ale jeśli my będziemy mieli problem, na przykład z emigracją z Ukrainy, to wtedy nie będą tak chętni.

A czy Pana zdaniem system obowiązkowych kwot jest uczciwy? Mówi się w Europie o solidarności, ale może warto byłoby też wziąć pod uwagę kryterium odpowiedzialności? Za na przykład demontaż poprzednich systemów w krajach typu Libia czy Syria?

Nie jest to system uczciwy. Kraje, które z kolonizacją nie miały nic wspólnego i które nie uczestniczyły w polityce bliskowschodniej i nie miały w niej nic do powiedzenia, tak jak Polska, nie uważają, że muszą płacić długi, jakich same nie zaciągnęły. Nie pytano nas o to, co należy zrobić w Syrii, Libii czy Libanie, a więc nie powinno się nas teraz traktować jako współodpowiedzialnych. Tak więc, odpowiedzialność jako kryterium jak najbardziej.

W jaki sposób powinni być rozdzielani uchodźcy?

Kwestia przyjęcia uchodźców jest sprawą wewnętrzną państw. Każde z nich wie, ilu i jakich może przyjąć. Zagrożenia z emigracją są realne, czego zresztą doświadczają od dłuższego czasu kraje Europy Zachodniej. Sądzę, że Polska może przyjąć większą ilość chrześcijan, którzy są w krajach islamskich traktowani ze szczególnym okrucieństwem i o których los Unia Europejska upomina się w sposób daleko niewystarczający.

Węgry na swój sposób próbują uporać się z problemem uchodźców, budując zasieki na granicy z Serbią. Czy Pana zdaniem faktycznie powinno się za to piętnować premiera Orbana?

Mur to jest rozwiązanie nieeleganckie, ale wobec nieskuteczności polityki unijnej oraz wielu rządów mniejsze kraje muszą sobie jakoś radzić. Gdyby Polska znalazła się w podobnej sytuacji, to pewnie rząd musiałby robić coś stanowczego, nie czekając aż Unia przedsięweźmie coś, co i tak najprawdopodobniej okaże się nieskuteczne.

Nie obawia się Pan, że ta czy owak debata nad imigrantami doprowadzi do tego, że zredukowane zostaną środki na fundusze strukturalne, bo z nich zostaną wydzielone pieniądze na pomoc imigrantom i obozom dla nich?

Takie zagrożenie istnieje, ale środki unijne to i tak jest pieśń, która już się kończy. Polska nie powinna wiązać swoich losów i swojej strategii unijnej z dostępnością funduszy strukturalnych. Inaczej nigdy nie wyjdziemy z uzależnienia i podległości. A gdyby taki pomysł wiązania problemów uchodźców z funduszami strukturalnymi pojawił się oficjalnie, to trzeba mocno temu się przeciwstawić, bo to dawałoby wielką pozatraktatową władzę instytucjom unijnym i rządom, które w tych instytucjach mają wiele do powiedzenia.

Co powinna Polska teraz zrobić? Jak na razie rząd oficjalnie odrzuca pomysł obowiązkowych kwot i chce razem z Węgrami, Słowacją i Czechami domagać się oddzielania uchodźców wojennych od imigrantów ekonomicznych.

Polska powinna trzymać się twardo i stanowczo odrzucać tego rodzaju aroganckie postulaty, jak ten Broka (który skądinąd jest człowiekiem mało liczącym się w polityce europejskiej, ale być może jego głos jakoś odzwierciedla nastroje w rządzie niemieckim). Jeszcze raz powtarzam: powinniśmy wypracować własną politykę wobec prześladowanych chrześcijan, którymi chrystofobiczna Unia zajmować się nie chce.