Podczas rozmowy Lecha Kaczyńskiego z obecnym zastępcą redaktora naczelnego ”Wprost” Marcinem Dzierżanowskim miało także paść stwierdzeniem, że "aneks do raportu WSI w wersji, którą otrzymał, nie ujrzy światła dziennego dopóty, dopóki będę prezydentem".

WSI funkcjonowały do 2006 roku - ich likwidacji towarzyszyła działalność Komisji Weryfikacyjnej pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza. Raport z prac komisji został przedstawiony w lutym 2007 roku. Wkrótce po jego publikacji komisja rozpoczęła pracę nad tzw. aneksem, dowodząc, że w świetle pojawiających się kolejnych dokumentów niezbędne jest uzupełnienie raportu.

To właśnie aneks miał podobno służyć skompromitowaniu prezydenta. Publikację - jako niewiarygodną - zablokował Lech Kaczyński, który wg "Wprost" w 2007 r. miał pewne zastrzeżenia co do Macierewicza.

W wersji autoryzowanej, która ukazała się drukiem, użył bardziej oględnych słów. - Antoni Macierewicz czasami formułuje tezy zbyt daleko idące w stosunku do faktów, którymi dysponuje. Mówię mu to w twarz, więc mogę powtórzyć publicznie - pisze Dzierżanowski. 

Kiedy dziennikarz dopytywał, dlaczego ten powierzył Macierewiczowi zadanie pisania raportu o WSI, wskazał m.in. na fakt, że ten jest "całkowicie odporny na wdzięki przeuroczych oficerów WSI i nigdy nie ulega żadnym naciskom. Dlatego w odsłanianiu patologii wojskowych służb specjalnych okazał się niezastąpiony".

CZYTAJ WIĘCEJ: Śledczy biorą się za artykuł "Wprost" o aneksie do raportu WSI >>>