To jest coś, co ubliża Polsce, ubliża demokracji, ubliża parlamentowi. Oni bez przerwy szukają wrogów, w stylu sowieckim. Musi być zawsze wróg, żeby można było rządzić - mówił w "Faktach z Zagranicy" na antenie TVN24 BiS, Lech Wałęsa, komentując audyt rządu Beaty Szydło podsumowujący gabinet koalicji PO-PSL. Jego zdaniem, to co robi prezes PiS szkodzi, szkodzi i jeszcze raz szkodzi Polsce i polskiemu wizerunkowi.

Uważa jednak, że to wszystko długo nie potrwa, bo rządzący nie będą mogli długo realizować swoich populistycznych obietnic. Kiedy przestanie działać populizm, wtedy jest wasz koniec, i to koniec albo demokratyczny, przez referendum poddajecie się, albo będziecie po prostu z okien wyskakiwać. Ja ostrzegam ich, że kto mieczem wojuje, od miecza ginie - dodał. 

Liczy jednak, że wszystko rozegra się pokojowo, bo Jarosław Kaczyński przestraszył się demonstracji KOD. On jest tak tchórzliwy, tak strachliwy, że to jest możliwe - zauważył. Jego zdaniem, ten marsz uświadomił prezesowi PiS, że nie da rady dłużej "demontować kraju". Powiem tak: paru ludzi zaaresztujecie, ale wy prawie wszyscy będziecie aresztowani w swoim czasie - mówił były prezydent.

Były prezydent nie włączy się jednak od razu do walki z PiS - woli, by zaczęli ją młodzi ludzie. Ja, stary człowiek, włączę się w odpowiednim czasie w odpowiednie miejsce. Ja bym musiał podejmować decyzje, a ja nie chcę. Niech to oni  wszystko zrobią. Jak to będzie wszystko OK, to ja mogę się w ogóle nie pojawić. Ja tylko jak będę czuł, że jestem potrzebny i jak oni mnie też poproszą - stwierdził.

Radzi też opozycji, by poszczególne partie podzieliły się zadaniami, bo musi być ustalone gdzie kto robi porządek po Kaczyńskim.