W niedzielę Iwona Hartwich z Komitetu Protestacyjnego Rodziców Osób Niepełnosprawnych ogłosiła decyzję o zawieszeniu protestu w Sejmie. - Po 40 dniach zawieszamy protest w Sejmie. To jest nasza suwerenna decyzja - poinformowała. Dodała, że oświadczenie w tej sprawie zostanie wydane podczas konferencji prasowej o 14.30.

Szef klubu Platformy Sławomir Neumann podkreślił w niedzielę w TVN 24, że ten protest nie był polityczny, więc nie można go rozstrzygnąć w kategoriach "kto wygrał, kto przegrał". Według Neumanna PiS "za wszelką cenę" próbuje "wpisać ten protest w politykę". - On nie ma nic wspólnego z polityką. To są życiowe sprawy ludzi - mówił.

W jego ocenie "to nie jest tak, że spełniono postulaty protestujących". - Gdyby tak było, to ich dawno by nie było w Sejmie - powiedział. - Te postulaty nie zostały spełnione do końca i myślę, że jeżeli cieszycie się dzisiaj w duchu, że wychodzą i że macie problem z głowy, to mówię wam, że nie macie, bo on wróci jak bumerang, bo to są nierozwiązane problemy, także systemowe i należy o tym rozmawiać poważnie - mówił, zwracając się do PiS. - Wasza hańba i wstyd traktowania ich tam pozostanie przy was - dodał.

Polityk podkreślił, że "po stronie większości parlamentarnej jest zakończenie tego sporu w taki sposób, żeby zrealizować te postulaty". Jego zdaniem należy podjąć poważną i uczciwą rozmowę, a nie "zakłamywać rzeczywistość".

- Wierzę w to - jestem przekonany - że ten protest otworzył nam wszystkim oczy. Nie tylko klasie politycznej, ale też społeczeństwu. Na niepełnosprawnych, na ich prawa i potrzeby patrzymy inaczej - powiedział szef klubu PO.

Do zawieszenia protest odniósł się także szef partii Grzegorz Schetyna. "Osobom z niepełnosprawnościami i ich rodzicom należy się wielki szacunek. Pokazali, czym jest odwaga i determinacja w dążeniu do celu. Pokazali, czym jest wielkie serce i rodzicielska miłość. Będziemy o Was pamiętać" - napisał na Twitterze Schetyna.

Z kolei prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz odnosząc się do tych informacji, ocenił w rozmowie z PAP, że protestujący z Sejmu „wychodzą jako zwycięzcy - na pewno z tarczą, a nie na tarczy”. - Udało im się osiągnąć już teraz część postulatów - to jest część tego zwycięstwa - wskazał Kosiniak-Kamysz.

- Heroiczny czyn. Szkoda, że rządzącym zabrakło chęci i wrażliwości do wsparcia ich w taki sposób, żeby mogli zrobić to dużo wcześniej i z tymi oczekiwaniami, które mieli - dodał szef ludowców.

Zapytany przez PAP, czy nie jest to jednak „zwycięstwo” rządzących, odparł, że tak tego nie odbiera. - Jeżeli rząd PiS po 40. dniach protestu osób niepełnosprawnych - ograniczając im prawa do wyjścia na zewnątrz, wyłączając windę i de facto zakazując kontaktu z innymi osobami - czuje się zwycięzcą, że upokorzył te osoby, to to jest liche zwycięstwo. Nie nazwałbym tego w żaden sposób sukcesem rządu - oświadczył Kosiniak-Kamysz.

Jego zdaniem, rząd mógł mieć wspólny sukces z niepełnosprawnym, „ale nie chciał”.

Protest opiekunów osób niepełnosprawnych i ich podopiecznych trwał od 18 kwietnia. Zgłaszali dwa postulaty - zrównania renty socjalnej z minimalną rentą z tytułu niezdolności do pracy oraz wprowadzenia dodatku "na życie", zwanego też "rehabilitacyjnym" dla osób niepełnosprawnych niezdolnych do samodzielnej egzystencji po ukończeniu 18. roku życia w kwocie 500 złotych miesięcznie.

Protestujący przekonywali, że zrealizowano jeden ich postulat - podniesienie renty socjalnej. Zgodnie z już opublikowaną ustawą wzrośnie ona z 865,03 zł do 1029,80 zł.

Opublikowano również ustawę wprowadzającą szczególne uprawnienia w dostępie do świadczeń opieki zdrowotnej, usług farmaceutycznych i wyrobów medycznych dla osób ze znacznym stopniem niepełnosprawności. Zdaniem jej autorów (posłowie PiS) spełnia ona drugi postulat protestujących i przyniesie gospodarstwom z osobą niepełnosprawną miesięcznie około 520 zł oszczędności. Protestujący uważają jednak, że ta ustawa to "wydmuszka" i nie realizuje ich żądań w sprawie dodatku.