"I tak komisja ma przegłosować, że byłem łobuzem" - zaczął swoje zeznania szef CBA. Ale potem szczegółowo opowiadał o akcji biura w sprawie korupcji w COS.

Kamiński opowiadał, jak dzień po dniu agenci CBA przychodzili do prokuratury, by dowiedzieć się, czy śledczy już przygotowali nakaz zatrzymania i zarzuty w sprawie, w której Biuro zebrało już dowody. Ale mimo osobistego zaangażowania Kamińskiego, który dzwonił w tej sprawie nawet do wiceministra i ministra sprawiedliwości, decyzja zapadła dopiero po wyborach.

Mimo to Kamiński uważa, że nikt nie chciał - jak powiedział - skręcić sprawy Lipca. Zaprzeczył też, by funkcjonariusze CBA odmówili wykonania nakazu zatrzymania. Poseł Sebastian Karpiniuk z PO pytał, czy to prawda, że na spotkaniu z prokuratorem oficer CBA powiedział, iż zatrzymania Lipca nie będzie, "bo tak zdecydowano w CBA, a tam mają takie plecy w prokuraturze", że postawią na swoim.

Właśnie to, czy na zatrzymanie byłego ministra sportu dopiero po wyborach parlamentarnych nie naciskał rząd PiS, bada dziś komisja śledcza. Kamiński przyszedł na jej posiedzenie ze specjalnym zwolnieniem z zachowania tajemnicy służbowej, które otrzymał od premiera Tuska.

"Minister Kamiński przyznał, że zatrzymanie Lipca było przekładane i - jak nam powiedział - było to spowodowane paraliżem decyzyjnym w prokuraturze. Niewykluczone więc, że wezwiemy na świadka Zbigniewa Ziobro, byłego ministra sprawiedliwości" - powiedział dziennikowi.pl poseł Karpiniuk.

Szef CBA wyjaśnił też, że informował premiera Kaczyńskiego, iż nad jego ministrem sportu zbierają się czarne chmury. Dodał, że według niego - w oparciu o te informacje - premier Jarosław Kaczyński podjął decyzję o zdymisjonowaniu Lipca. Minister podał się do dymisji 9 lipca. Zatrzymano go 25 października - cztery dni po wyborach.