"Zbrodnia katyńska była efektem decyzji Józefa Stalina, a z kolei jeńcy sowieccy w 1920 roku "rzeczywiście umierali będąc w polskiej niewoli, ale ich sytuacja jest diametralnie inna (...) Co innego odgórna, rządowa decyzja o mordzie na bezbronnych polskich oficerach, a co innego sytuacja, że podczas wojny giną ludzie" - mówi o liście Władimira Putina Mariusz Błaszczak .

W artykule opublikowanym w "GW" Putin napisał: "Zarówno cmentarze pamięci Katynia i Miednoje, podobnie jak i tragiczne losy żołnierzy rosyjskich, którzy dostali się do niewoli podczas wojny 1920 roku, powinny się stać symbolem wspólnego żalu i wzajemnego przebaczenia" - napisał premier Rosji.

>>>Świat zapomniał, że wojna wybuchła w Polsce

Przewodniczący sejmowego klubu PiS Przemysław Gosiewski mówi natomiast o "ucieczce od odpowiedzialności" Rosjan za zbrodnie wobec Polaków. Podkreślił, że w liście nie ma ani słowa o "elemencie zadośćuczynienia" ze strony rząd rosyjskiego, wobec "ofiar zbrodni sowieckich".

Według Gosiewskiego, głównym elementem listu powinno być "przeproszenie za pakt Ribbentrop-Mołotow i za zbrodnie, które zostały w wyniku niego dokonane". "One wypełniały wszystkie trzy elementy zbrodni międzynarodowych: zbrodnie przeciwko pokojowi, przeciwko ludzkości - na osobach cywilnych oraz zbrodnie wojenne - mordy na żołnierzach i oficerach" - powiedział Gosiewski.

Z kolei Błaszczak skrytykował także polskie władze za to, że nie dość skutecznie protestowały przeciwko pojawiającym się doniesieniom z Rosji, które dotyczyły współpracy Polski i hitlerowskich Niemiec. "Były skandaliczne i niezgodne z prawdą historyczną" - podkreślił.

Służba Wywiadu Zagranicznego Rosji, na swojej stronie internetowej, opublikowała notatkę, w której uznała ministra spraw zagranicznych przedwojennej Polski Józefa Becka za agenta niemieckiego wywiadu, a Stanisława Mikołajczyka, premiera w latach 1943-1944, za agenta brytyjskiego.