Koniec poszukiwań, teraz liczą się żywi
W dziesiątym dniu po trzęsieniu ziemi, w piątek, ratownicy zakończyli przeszukiwanie gruzów w stolicy Haiti, Port-au-Prince, a wszystkie wysiłki ekip działających pod egidą ONZ będą odtąd koncentrowały się na udzielaniu pomocy tym, co przeżyli.
- Cud na Haiti. Dziecko przeżyło pod gruzami
- Sportowcy pomagają ofiarom trzęsienia
- Utwór, który pomógł Afryce, pomoże Haiti
- Haitańczycy dostają SMS-y od zmarłych
- Co najmniej 120 tysięcy ofiar trzęsienia
- Przewożą więźniów z Guantanamo do Gruzji
- Carla Bruni przywitała sieroty z Haiti
- Szefowa unijnej dyplomacji jedzie na Haiti
- Haiti nękane wstrząsami wtórnymi
- Po 8 dniach uratowali 11-letnią dziewczynkę
- Polsce nie grożą silne trzęsienia ziemi
- Na Haiti butelka wody kosztuje 10 dolarów
- Naprawili samolot. Ratownicy mogą wracać
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Tego dnia wydobyto spod gruzów niedaleko stadionu w Port-au-Prince 69-letnią kobietę, która wciąż jeszcze żyła. Lekarze szpitala generalnego powiedzieli jednak, że "jest niewiele nadziei" na to, że zdołają ją uratować.
Drogi prowadzące ze zrujnowanej stolicy na zachód i na południe kraju już od kilku dni zatłoczone są ludźmi, którzy zostawili za sobą ruiny domów i swych zmarłych.
Rząd haitański podał w piątek, że dotąd zdołano pochować 70 000 zabitych, nocami w wielu miejscach ruiny i resztki murów oświetlają ogniska: palone są zwłoki zabitych.
"Musimy zdążyć, ponieważ za trzy dni zaczynają się długotrwałe deszcze, ziemia zamieni się w błoto, idealne środowisko dla wirusów dengi oraz bakterii tyfusu i pierwotniaków wywołujących malarię - powiedział w radio haitański minister spraw wewnętrznych Paul Antoine Bien-Aime.
Główny kapłan wudu, animistycznej religii pochodzenia afrykańskiego powszechnie praktykowanej zarówno przez katolicką, 80-procentową większość Haitańczyków, jak i przez protestantów, 74-letni Max Beavuir poskarżył się prezydentowi Haiti: zmarłych wrzuca się do zbiorowych dołów jak śmieci. U wyznawców wudu uroczystości pogrzebowe trwają 7 dni.
Jednak i Beavuir, zwany przez wyznawców Ati, czyli Władza Najwyższa, i sam prezydent Rene Preval, który zaprosił go w czwartek na posiedzenie rządu, są bezradni. "Wiem, że sytuacja jest bardzo trudna" - przyznał Ati w długim wywiadzie dla największego madryckiego dziennika "El Pais", w którym ostro skrytykował rząd, Amerykanów i niektórych chrześcijan.
Jakieś 30 000 rozkładających się zwłok porzuconych jeszcze na ulicach i śmietniskach lub spoczywających pod gruzami sprawia, że fetor rozkładu wypełnia całą przestrzeń nad Port-au-Prince.
Preval urzęduje wraz z rządem w ocalałym budynku komisariatu policji. Jest atakowany przez Haitańczyków, którzy mówią, że "rządu nie widać". Podjął jednak działania, na jakie było stać miejscową władzę: od dwóch dni flota 34 małych autobusów miejskich wywozi uciekinierów kilkanaście, kilkadziesiąt kilometrów za miasto, byle dalej od ogniska zarazy, jakim w każdej chwili może się stać stolica.
Głównym celem rządu haitańskiego jest teraz rozładowanie 300-400 dzikich obozowisk, w których koczuje w mieście 400 000 bezdomnych. Mimo imponujących liczb mówiących o pomocy międzynarodowej dla Haiti, nadal brakuje im wszystkiego: jedzenia, wody, koców do przykrycia nocą dzieci.
Według doniesień agencyjnych, jedna piąta bezdomnych ma poniżej pięciu lat.
czytaj dalej

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!