"Lekarze muszą amputować piłką do drewna"
W Port-au-Prince butelka wody kosztuje sześć dolarów. Lekarze leją na rany wódkę, bo nie ma środków odkażających. Na wyspie jest coraz groźniej. "Tłum raz wyrwał złapanego przez policję włamywacza, rozebrał, wrzucił na kupę śmieci i podpalił" - opowiada przedstawicielka Czerwonego Krzyża.
- Trzęsienie ziemi na Haiti. Polacy bezpieczni
- Haiti nękane wstrząsami wtórnymi
- Haitańczycy dostają SMS-y od zmarłych
- Na Haiti handlują sierotami po trzęsieniu
- Po 8 dniach uratowali 11-letnią dziewczynkę
- Znów silne trzęsienie ziemi na Haiti
- Co najmniej 120 tysięcy ofiar trzęsienia
- Szefowa unijnej dyplomacji jedzie na Haiti
- Na Haiti butelka wody kosztuje 10 dolarów
- Zobacz, jak wielkie gwiazdy pomagają Haiti
- Utwór, który pomógł Afryce, pomoże Haiti
- Cud na Haiti. Dziecko przeżyło pod gruzami
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
JĘDRZEJ BIELECKI: Działająca od lat na Haiti organizacja humanitarna Partners in Health twierdzi, że po trzęsieniu każdego dnia umiera 20 tysięcy rannych, bo nikt nie jest w stanie
udzielić im pomocy medycznej. Potwierdza to pani?
GENNIKE MAYERS*: Nie chcę wypowiadać się co do konkretnych liczb. Podróżując z konwojem Czerwonego Krzyża, widziałam ciała leżące wzdłuż ulicy, odsunięte tylko na tyle, aby
można było przejechać. Na wzgórzach, na północ od Porte-au-Prince, wyznaczono miejsce, gdzie zabici są chowani w zbiorowych mogiłach. Podobno po 10 tysięcy dziennie. Na prośbę rodzin ofiar
ciała są zakopywane możliwie płytko pod ziemią, tak aby można je było ekshumować, gdy warunki będą normalniejsze.
Gdy wjechaliśmy do Porte-au-Prince, widzieliśmy bardzo dużo ciężko rannych: kobiet, starców, dzieci... Mieli bardzo poważne urazy spowodowane upadającymi kawałkami budynków. Pamiętam
młodą kobietę w ciąży, która dobiegła do nas w dramatycznym pytaniem, czy jej dziecko jeszcze żyje po tym, jak spadł na jej brzuch kawał betonu.
Nie ma pani wrażenia, że dla dziesiątek, może setek tysięcy ludzi pomoc przychodzi za późno?
Trzęsienie miało miejsce we wtorek 12 stycznia. A już 13 stycznia w Porte-au-Prince wylądowali pierwsi ratownicy. Zaczęli od szukania ludzi pod gruzami. Zasada była prosta: szli za wskazaniami
miejscowych, którzy pokazywali im, gdzie jeszcze ktoś może przeżył. W szukaniu ludzi pod gruzami uczestniczy teraz już prawie 2 tysiące ratowników.
Każde życie jest bezcenne. Jednak w ten sposób udało się uratować około 120 osób. Czy nie przyniosłoby większych efektów zajęcie się rannymi, którzy przeżyli?
To tragedia, która rozgrywa się w kraju położonym o 45 minut lotu od Miami. Amerykanie bez przerwy oglądają przerażające zdjęcia w telewizji i czują wyrzuty sumienia, że żyjąc w wielkim,
bogatym kraju, nic nie robią. Kto w takich warunkach podejmie decyzję o wstrzymaniu akcji poszukiwania osób pod gruzami? Nawet jeśli o wiele więcej można by pomóc, kierując ratowników do
leczenia rannych i dostarczając wodę znajdującym się z dala od centrum Porte-au-Prince. Ale jeszcze we wtorek, tydzień po trzęsieniu, wydobyliśmy 25-letnią dziewczynę, która została
uwięziona w zawalonym mieszkaniu nad sklepem. Przez 7 dni nic nie piła, nic nie jadła. Ale szczęśliwie mogła się trochę poruszać. To pomogło jej przetrwać. Wtedy znikają wszelkie
wątpliwości, czy warto podejmować ten ogromny wysiłek.
Ogromnym zagrożeniem dla mieszkańców Porte-au-Prince są epidemie spowodowane brakiem wody zdatnej do picia.
Pierwsze dostawy wody zaczęliśmy rozdawać w poniedziałek. Tym zajęli się wolontariusze hiszpańskiego Czerwonego Krzyża. W ciągu dwóch dni przekazaliśmy 400 tysięcy litrów wody.
czytaj dalej

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!