Dziennik.plŚwiat

Poniedziałek, 28 maja 2012

Imieniny: Augustyna, Jaromira, Wilhelma

"Lekarze muszą amputować piłką do drewna"

2010-01-23 | Ostatnia aktualizacja: 21:24 | Komentarze: 0 | skomentuj

W Port-au-Prince butelka wody kosztuje sześć dolarów. Lekarze leją na rany wódkę, bo nie ma środków odkażających. Na wyspie jest coraz groźniej. "Tłum raz wyrwał złapanego przez policję włamywacza, rozebrał, wrzucił na kupę śmieci i podpalił" - opowiada przedstawicielka Czerwonego Krzyża.

Pogoda

POLSKA

Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

JĘDRZEJ BIELECKI: Działająca od lat na Haiti organizacja humanitarna Partners in Health twierdzi, że po trzęsieniu każdego dnia umiera 20 tysięcy rannych, bo nikt nie jest w stanie udzielić im pomocy medycznej. Potwierdza to pani?
GENNIKE MAYERS*: Nie chcę wypowiadać się co do konkretnych liczb. Podróżując z konwojem Czerwonego Krzyża, widziałam ciała leżące wzdłuż ulicy, odsunięte tylko na tyle, aby można było przejechać. Na wzgórzach, na północ od Porte-au-Prince, wyznaczono miejsce, gdzie zabici są chowani w zbiorowych mogiłach. Podobno po 10 tysięcy dziennie. Na prośbę rodzin ofiar ciała są zakopywane możliwie płytko pod ziemią, tak aby można je było ekshumować, gdy warunki będą normalniejsze.
Gdy wjechaliśmy do Porte-au-Prince, widzieliśmy bardzo dużo ciężko rannych: kobiet, starców, dzieci... Mieli bardzo poważne urazy spowodowane upadającymi kawałkami budynków. Pamiętam młodą kobietę w ciąży, która dobiegła do nas w dramatycznym pytaniem, czy jej dziecko jeszcze żyje po tym, jak spadł na jej brzuch kawał betonu.

Nie ma pani wrażenia, że dla dziesiątek, może setek tysięcy ludzi pomoc przychodzi za późno?
Trzęsienie miało miejsce we wtorek 12 stycznia. A już 13 stycznia w Porte-au-Prince wylądowali pierwsi ratownicy. Zaczęli od szukania ludzi pod gruzami. Zasada była prosta: szli za wskazaniami miejscowych, którzy pokazywali im, gdzie jeszcze ktoś może przeżył. W szukaniu ludzi pod gruzami uczestniczy teraz już prawie 2 tysiące ratowników.

Każde życie jest bezcenne. Jednak w ten sposób udało się uratować około 120 osób. Czy nie przyniosłoby większych efektów zajęcie się rannymi, którzy przeżyli?
To tragedia, która rozgrywa się w kraju położonym o 45 minut lotu od Miami. Amerykanie bez przerwy oglądają przerażające zdjęcia w telewizji i czują wyrzuty sumienia, że żyjąc w wielkim, bogatym kraju, nic nie robią. Kto w takich warunkach podejmie decyzję o wstrzymaniu akcji poszukiwania osób pod gruzami? Nawet jeśli o wiele więcej można by pomóc, kierując ratowników do leczenia rannych i dostarczając wodę znajdującym się z dala od centrum Porte-au-Prince. Ale jeszcze we wtorek, tydzień po trzęsieniu, wydobyliśmy 25-letnią dziewczynę, która została uwięziona w zawalonym mieszkaniu nad sklepem. Przez 7 dni nic nie piła, nic nie jadła. Ale szczęśliwie mogła się trochę poruszać. To pomogło jej przetrwać. Wtedy znikają wszelkie wątpliwości, czy warto podejmować ten ogromny wysiłek.

Ogromnym zagrożeniem dla mieszkańców Porte-au-Prince są epidemie spowodowane brakiem wody zdatnej do picia.
Pierwsze dostawy wody zaczęliśmy rozdawać w poniedziałek. Tym zajęli się wolontariusze hiszpańskiego Czerwonego Krzyża. W ciągu dwóch dni przekazaliśmy 400 tysięcy litrów wody.

czytaj dalej

Źródło: dziennik.pl
123następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!
«