Kijów szykuje się do bitwy
- Tihipko: Może będę premierem
- Juszczenko: UPA to bohaterowie
- "Tymoszenko czy Janukowycz? Wszystko jedno"
- "Potrzebujemy Ukrainy"
- Wielka rządowa wojna o wódkę
- Tymoszenko wykorzystała Tuska
- 10 pkt przewagi Janukowycza nad Tymoszenko
- "Janukowycz nie będzie ukraińskim Putinem"
- Wałęsa: Juszczenko musiał przegrać
- Janukowycz dał łupnia pięknej Tymoszenko
- Rosyjscy szpiedzy złapani na gorącym uczynku
- Przepraszają za "najazd polskich bojowników"
- Janukowycz nie podebatował z Tymoszenko
- 11 milionów Ukraińców słuchało Tymoszenko
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Protest za pieniądze
Jeszcze w czasie pomarańczowej rewolucji o płaceniu za protesty nie było mowy. Pomarańczowi rzeczywiście marzli na Majdanie Nezałeżnosti i Chreszczatyku dla idei. Wtedy też nie było obciachem noszenie koszulek, czapek czy szalików z barwami partyjnymi. Kijowscy lekarze zorganizowali szpital polowy, w którym leczono zagrypionych i skacowanych. Lokalni gangsterzy - w obawie przed zwycięstwem rywali z Doniecka - wspomagali protest wódką i kiełbasą. Widok czarnego bmw dostarczającego kartony gorzały i mięs nie był wówczas niczym wyjątkowym.
"Tajemnicą sukcesu jest samoorganizacja" - mówi nam Iwan Kardasz, który w 2004 r. jako działacz Studenckiego Bractwa Politechniki Lwowskiej organizował akcje na miejscu, a potem także delegacje do Kijowa. "Jeśli ludzie sami z siebie chcą o coś powalczyć, wówczas sami zorganizują sobie transport na miejsce, jedzenie i noclegi" - dodaje. "Jeśli nie wiedzą, o co walczą - tak jak teraz przy okazji akcji regionałów - nic z tego nie będzie" - potwierdza w rozmowie z nami deputowany Władysław Kaśkiw, w 2004 r. mózg Pory!, stowarzyszenia, które stało za organizacją pomarańczowych protestów.
"Przed erą Facebooka, Twittera i Wkontaktie funkcję centrów informacyjnych pełniły młodzieżowe organizacje pozarządowe. Do nich można było zadzwonić: jadę na protest do Kijowa, mam w samochodzie trzy wolne miejsca, mogę kogoś zabrać" - tłumaczy Kardasz.
"Trudno porównywać protesty 2004 r. z wiecami pod Centrwyborczkomem pod względem profesjonalizmu organizatorów. Wtedy nikt nie musiał niczego szczególnie organizować, ludzie działali, bo byli przekonani o swojej racji" - mówi Kaśkiw.
Wszystko zmieniło się, po tym jak Wiktor Juszczenko wiosną 2007 r. rozwiązał parlament, a ówczesny premier Wiktor Janukowycz zamarzył o swojej rewolucji i rewanżu wobec pomarańczowych. To wtedy po raz pierwszy na wielką skalę wyreżyserowano protest na Majdanie Nezałeżnosti. Tysiące ludzi, które się wówczas pojawiły, za swoją robotę dostawały wynagrodzenie. To również wtedy pomarańczowi zaczęli płacić swoim zwolennikom. Protesty zwolenników Julii Tymoszenko organizowane na placu Jewropejskim w stolicy nie były już tymi spontanicznymi spektaklami rewolucyjnego zapału. Dziś jest tak samo: chcesz mieć rewolucję lub choćby jej karykaturę, musisz płacić.
Zimą 2004 r. to ludzie z obozu Janukowycza przekonywali, że za manifestacjami stoją wielkie pieniądze, konkretnie amerykańskie dolary, a nie wola narodu. Teraz sami są rozliczani z tego, jak reżyserują rewolucję. Po pierwszej turze udało się wyciągnąć ludzi na ulice. To miał być pokaz siły przed 7 lutego, czyli decydującym starciem. Jeśli coś pójdzie nie tak w drugiej turze, majdanarbajterzy znów ruszą na Kijów, by jak sami mówią - chronić zwycięstwa swojego kandydata.

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!