W nocy Izrael przeprowadził około 60 nalotów na Strefę Gazy. Armia twierdzi, że zniszczone zostały domy członków Hamasu i miejsca składowania broni, ale Palestyńczycy mówią, iż rakiety trafiały w meczet, sklepy i ośrodek zdrowia. Zginęło co najmniej 14 osób, co oznacza, że liczba zabitych Palestyńczyków od początku operacji "Obronny Brzeg" wzrosła do 121.

Palestyńczycy z Gazy początkowo mieli pretensje do Hamasu, że doprowadził do kolejnej wojny. Teraz jednak ich złość przeniosła się na Izrael. To bombardowanie to taka sama zbrodnia jak faszyzm czy nazizm. Dla nich nie ma różnicy między cywilami a bojownikami, dorosłymi a dziećmi. Tylko Bóg może nas ochronić - mówił jeden z Palestyńczyków.

Rano doszło też do kolejnych ostrzałów terenu Izraela, ale nie ma informacji o poszkodowanych.

Izrael zapowiada ofensywę lądową w Gazie. Jeżeli do niej dojdzie, nie będzie trwała długo. To będzie coś na wzór stycznia 2009 roku, kiedy Izraelczycy weszli do Gazy na 3 tygodnie - podkreśla w rozmowie z Polskim Radiem Patrycja Sasnal z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Do tej pory Izrael zmobilizował już ponad 200 tysięcy rezerwistów. Świat apeluje o pokój, a Stany Zjednoczone i Egipt próbują mediować w konflikcie. Jednak zarówno władze Izraela, jak i przedstawiciele Hamasu podkreślają, że nie są zainteresowani zawieszeniem broni, ale walką do zwycięstwa.

Palestyńczycy wraz z kilkoma krajami arabskimi chcą przeforsować w ONZ rezolucję potępiającą rozlew krwi i wzywającą do pokoju. Dokument prawdopodobnie jednak nie ma szans na akceptację, bo nie ma w nim ani słowa o palestyńskich ostrzałach terenu Izraela.