W 1981 roku, kiedy w pobliżu północnego wybrzeża Szwecji pojawiły się radzieckie atomowe okręty podwodne, Sztokholm podjął się budowy arsenału, którego zadaniem było tropienie kolejnych okrętów w rodzaju filmowego "Czerwonego Października". Znalazły się w nim własne łodzie podwodne, były też śmigłowce wyposażone w sonary i broń zdolną niszczyć podwodne jednostki. Jednak gdy opadła żelazna kurtyna, Szwedzi zaczęli się rozbrajać - sprzętu nie modernizowano, a to, co uznano za niepotrzebne, sprzedawano albo przekazywano do muzeów.

I tam właśnie są dziś śmigłowce, które mogły namierzyć ukrywającą się przez co najmniej tydzień w archipelagu około 30 tysięcy wysp i wysepek, w zatoczkach i wąskich kanałach niewielką jednostkę, najpewniej rosyjską. Do muzeum w Sävedalens maszyny trafiły w 2010 roku. I, jak mówił w rozmowie z "Expressen" pracujący tam Roger Eliasson, były poszukiwacz łodzi podwodnych, "banany" (nazywane tak ze względu na swój podłużny kształt) są w całkiem niezłym stanie. Na tyle dobrym, że mogłyby zostać wykorzystane do obławy na rosyjską łódź podwodną. Najpierw jednak trzeba byłoby wyłożyć pieniądze na ich modernizację i konserwację, a tych szwedzka armia - przynajmniej dziś - nie ma. Tymczasem po trwających tydzień poszukiwaniach akcja marynarki wojennej została zawieszona - większe jednostki wróciły do portów, powierzchni Bałtyku wciąż przyglądać się będą niewielkie statki.

Od dwóch dekad Szwecja regularnie obcina wydatki na obronność. I robi to na tyle skutecznie, że w sytuacji, gdy trzeba szukać miniaturowej łodzi podwodnej, do dyspozycji nie ma nie tylko ani jednego śmigłowca, ale też odpowiedniej liczby łodzi podwodnych - jedynie pięć. Jedyne sygnały wywiadowcze, jakie wojsko ma na temat Rosjan, pochodzą od... cywilów.

W tej chwili szwedzkie wydatki na zbrojenia to tylko niewielka część tego, co kraj wydaje na to, z czego słynie - obfity i hojny social. Obronność to jedynie około jednego procenta PKB. Czy to dużo, czy mało? Można przywołać porównanie z innym krajem skandynawskim - Norwegia, choć ma populację o połowę mniejszą niż sąsiad z południa, ma więcej okrętów wojennych. Ale nie tylko o sam sprzęt chodzi - gdy latem trzeba było "przegonić" ze szwedzkiego nieba rosyjskie samoloty bojowe, w powietrze poderwały się stacjonujące w bazie NATO na Litwie maszyny duńskie. Szwecja bowiem... zaspała.

Zobacz porównanie tego, jaki procent PKB stanowią wydatki na obronność w Szwecji i innych krajach, m.in. Rosji, USA, Niemczech i Polsce.

W związku z sytuacją niczym z czasów zimnej wojny i - delikatnie mówiąc - uszczypliwymi i pełnymi niepokoju komentarzami Zachodu, Sztokholm podjął błyskawiczną decyzję o zwiększeniu wydatków na obronność w ciągu najbliższych dziesięciu lat. Do 2024 roku na zbrojenia i modernizację wojska ma iść o 5,5 miliarda koron szwedzkich (835 mln dolarów) więcej niż planowano. Szwedzki rząd precyzuje, że będzie się skupiał na zabezpieczeniu Morza Bałtyckiego, a szczególnie słabo chronionej Gotlandii. Właśnie tej wyspy, zdaniem niektórych polityków z Litwy, Łotwy i Estonii, Rosja mogłaby użyć jako bazy do ataku na byłe nadbałtyckie republiki sowieckie.

Czy to wystarczy? Przeprowadzone rok temu badanie sondażowe pokazało, że zaledwie 6 procent Szwedów wierzy, że ich kraj dałby radę obronić się w razie obcej agresji. Nawet sam głównodowodzący szwedzkich sił zbrojnych, Sverker Göranson, powiedział otwarcie dwa lata temu, że w razie napaści jego kraj byłby w stanie samodzielnie odpierać atak najwyżej przez tydzień.

Jednocześnie ci sami Szwedzi od lat konsekwentnie nie chcą nawet słyszeć o wstąpieniu do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Z drugiej jednak strony, kraj ma swoich reprezentantów w ponad 150 komisjach NATO. W sierpniu tego roku, wspólnie z Finlandią, podpisał z Sojuszem umowę o zacieśnieniu współpracy. Dokument zakłada również, że w razie potrzeby na terytorium obu krajów mogą się pojawić "do pomocy" NATO-wscy żołnierze.

Po tygodniu polowania, a raczej wypatrywania miniłodzi podwodnej szwedzka flota się poddała. "The Guardian", komentując tę sytuację, zwracał uwagę, że wszystko to wydaje się tym bardziej komiczne, a może tragiczne, że niemal na granicy ze szwedzkimi wodami terytorialnymi pływał sobie tam i z powrotem rosyjski tankowiec, który bez problemu mógłby podjąć taką niewielką jednostkę.

A co na to wszystko Rosja? Oficjalne wszystkiego się wypiera, a co do zadań swych łodzi podwodnych odpowiada rozbrajająco: One po prostu wykonują swoje obowiązki na akwenach wodnych...

CZYTAJ WIĘCEJ: Szwedzi podsłuchali rosyjską rozmowę. "Częstotliwość alarmowa" >>>

ZOBACZ TAKŻE: Rosyjski statek płynie w stronę Szwecji >>>