Śmigłowiec rozbity. Trzy osoby nie żyją
Trzy osoby zginęły w katastrofie śmigłowca Straży Granicznej, który wczoraj zaginął. Wrak maszyny odnaleziono na terenie Białorusi, dwieście metrów od polskiej granicy. Śmigłowiec Kania patrolował wschodnią granicę. Załoga nie miała szans przeżyć tej katastrofy.
- Pilot przeżył, bo wyskoczył ze śmigłowca
- Śmigłowiec pogotowia rozbił się w Warszawie
- Mały samolot wpadł do rzeki. Są ofiary
- Katastrofa lotnicza w Nowym Jorku
- Zaginął śmigłowiec. Trwają poszukiwania
- Ktoś zestrzelił Polaków? Białoruś zaprzecza
- Samolot Tuska urwał drzwi śmigłowca
- Dziesięć ofiar katastrofy śmigłowca
- Małżeństwo zginęło w katastrofie awionetki
- Wojskowi piloci zabijają się sami
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -16°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Śmigłowiec Straży Granicznej, który w sobotę wieczorem rozbił się na terytorium Białorusi jest tak zniszczony, że załoga nie miała szans przeżycia" - mówił na konferencji prasowej w Czeremsze (Podlaskie) wiceminister spraw wewnętrznych Adam Rapacki.
Rano wraz m.in. z komendantem głównym Straży Granicznej Leszkiem Elasem i wojewodą podlaskim Maciejem Żywno, Rapacki był na miejscu wypadku. Obecnie na miejscu pracuje białoruska grupa dochodzeniowo-śledcza z tamtejszym prokuratorem, a w drodze jest polska komisja badania wypadków lotniczych, która będzie współpracowała z białoruską.
Śmigłowiec Kania należący do Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej zaginął w sobotę przed godziną 18.00. Wówczas to po raz ostatni nawiązano z nim łączność. Jego załoga wykonywała po południu rutynowy lot patrolowy wzdłuż wschodniej granicy, z Białegostoku do Mielnika.
Akcja poszukiwawcza, w której brali udział strażacy, Straż Graniczna, policja i wojsko, koncentrowała się wokół miejscowości Klukowicze (Podlaskie). Tam świadkowie po raz ostatni słyszeli odgłos silnika maszyny. Jak relacjonował jeden z mieszkańców, słyszał najpierw odgłos silnika, potem była cisza, a potem huk.
Na konferencji prasowej zorganizowanej o północy w nocy z soboty na niedzielę w Czeremsze, przedstawiciele Straży Granicznej mówili, że Białorusini po swojej stronie dokonali przeszukania pasa o szerokości kilometra, na wysokości strażnic na odcinku Mielnik-Czeremcha. Nie znaleźli jednak wówczas żadnych śladów wskazujących, że polski śmigłowiec mógł tam spaść na ziemię lub awaryjnie wylądować.
Na ślad wpadły nad ranem ekipy poszukiwawcze, które w pobliżu linii granicznej wyczuły zapach paliwa lotniczego. Biorąc pod uwagę kierunek wiatru, ustalono, że zapach był niesiony ze strony białoruskiej.
Za pośrednictwem placówki Straży Granicznej w Czeremsze zawiadomione zostały białoruskie służby graniczne i tamtejszy patrol natknął się na wrak śmigłowca. Miejsce wypadku znajduje się mniej więcej na wschód od miejscowości Klukowicze, blisko granicy z Białorusią, po polskiej stronie jest miejscowość Wyczółki.
Członkowie załogi nie żyli. Na terytorium Białorusi weszli przedstawiciele polskiej Straży Granicznej i lekarz, który potwierdził zgon.
Przyczyny wypadku nie są na razie znane. W związku z tym, że wrak znajduje się na terytorium Białorusi, nie wiadomo też jeszcze, jakie będą wdrożone procedury dotyczące m.in. badania okoliczności zdarzenia a także udziału w nich polskich służb.
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!