Rozmowy Okrągłego Stołu rozpoczęły się 6 lutego 1989 r. Pałacu Namiestnikowskim, ówczesnym gmachu Urzędu Rady Ministrów przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.
Dr Piotr Gontarczyk przypomniał, że pomysł rozmów z władzami PRL w niektórych kręgach opozycji budził wiele kontrowersji. - mówił.
Historyk zaznaczył, że ustalenia okrągłostołowe przyniosły Polsce” oczywiste korzyści”. Jak wymienił:
To z kolei spowodowało - jak tłumaczył - że "scena polityczna po 1989 r. była w znacznej mierze uformowana przez beneficjentów Okrągłego Stołu, czyli środowisko tych, którzy przy nim siedzieli, jak Lech Wałęsa, Tadeusz Mazowiecki, Adam Michnik i ci wszyscy, którzy rozmawiali z komunistami".
Optyka oceny obrad z początkowo prezentowanej narracji sukcesu "w świetle wiedzy o tym, w jakiej kondycji politycznej i ekonomicznej byli wówczas komuniści, w jakim stanie była w ogóle wówczas PRL i tego, co się potem wydarzyło, nie tylko w Polsce, ale w innych krajach, zaczęła się troszeczkę zmieniać".
Historyk przypomniał, że w momencie, kiedy na mocy porozumienia Okrągłego Stołu prezydentem w Polsce był jeszcze Wojciech Jaruzelski, ministrem Obrony Narodowej gen. Florian Siwicki, a szefem MSW gen. Czesław Kiszczak, w tym samym czasie w Czechach odbywały się wolne wybory i prezydentem był już Vaclav Havel. - podkreślił.
Historyk zwrócił uwagę na fakt, że na skutek porozumienia ci, którzy "dzierżyli w Polsce władzę zupełnie bezprawnie, metodami siłowymi dopuszczali się przestępstw, uzyskali możliwość normalnego uczestniczenia w systemie politycznym".
Innym "mankamentem" przyjętych porozumień - jak wymienił - jest fakt, że na początku lat dziewięćdziesiątych zaniechano w kraju wielu kluczowych reform systemowych.
- podkreślił i dodał, że przez wiele lat "kulą u nogi państwa" jest brak lustracji i dekomunizacji.
- ocenił historyk. Zaznaczył, że należy docenić dobre intencje opozycjonistów, którzy usiedli do rozmów z komunistami, jednak ci "trochę zostali oszukani, ponieważ nie zdawali sobie sprawy, w jakiej kondycji jest PRL, aparat władzy, a przede wszystkim gospodarka".
- mówił Gontarczyk.
Historyk przypomniał, że "Wojciech Jaruzelski, jego kamaryla, mieli na biurkach raporty mówiące o tym, że w zasadzie to już jest absolutny koniec systemu i żeby przetrwać jeszcze rok, dwa lata, należałoby obniżyć poziom życia obywateli od 30 proc. do 50 proc.". Jak zaznaczył, to wywołałoby absolutny bunt w społeczeństwie, łącznie z odwróceniem się mundurowych od władzy. - podkreślił.
Dr Gontarczyk przyznał, że spór o historię zawsze będzie obecny w debacie publicznej. Ocenił jednak, że z perspektywy ludzi coraz mniej zaangażowanych bezpośrednio w te wydarzenia, to "im więcej wiemy o Okrągłym Stole, o tym systemie, o jego końcowej fazie, to tych krytyków obrad, którzy będą wskazywali, że tak naprawdę to do niczego nie były potrzebne, bo system by i tak upadł, tylko szybciej, będzie chyba coraz więcej".
Gontarczyk podkreślił, że upadek PRL-u był absolutnie nieuchronny. - tłumaczył.
Historyk przypomniał, że zgodnie z umową okrągłostołową komuniści mieli mieć kontrolę nad parlamentem: "czyli co najmniej cztery lata nietykalność i władzę". Dodał, że również "w pewnym sensie zagwarantowano prezydenturę gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu".
Przy Okrągłym Stole ustalono przywrócenie stanowiska prezydenta, które zlikwidowano na mocy konstytucji w lipcu 1952 r. – powiedział dr Gontarczyk.
Podkreślił, że największym nieporozumieniem związanym z Okrągłym Stołem jest twierdzenie, że gen. Jaruzelski zamierzał pokojowo w jakikolwiek sposób przekazać władzę. - podsumował.