Sprawę już wytoczył prezydent Sopotu Jacek Karnowski, który poinformował, że będzie namawiać innych prezydentów miast do podobnych działań. Jego zdaniem materiały na temat miejskich inwestycji były stronnicze. Pierwsza rozprawa odbyła się na początku lutego, kolejna zaplanowana jest na koniec marca. Urzędnicy żądają od gdańskiego oddziału TVP przeprosin i sprostowania "nieprawdziwych i nieścisłych treści". W ocenie samorządu audycje naruszały dobry wizerunek i renomę miasta oraz "podważały zaufanie niezbędne do pełnienia zadań publicznych". Urząd ma zebranych więcej materiałów, w grę wchodzą kolejne pozwy.

Z naszych ustaleń wynika, że w ślady Sopotu mogą pójść kolejne miasta. – Nie wykluczamy założenia sprawy sądowej przeciwko TVP – przyznaje Magdalena Skorupka-Kaczmarek, rzeczniczka prezydenta Gdańska. Po śmierci Pawła Adamowicza urząd miasta poprosił firmę zajmującą się monitoringiem mediów o sprawdzenie, ile od początku 2018 r. było materiałów, w których pojawiał się prezydent Adamowicz. – W samym TVP Info było to 875 materiałów i 378 powtórzeń. W TVP Gdańsk to 598 materiałów, w TVP 2 – 82, w TVP 1 – 221 materiałów i 103 powtórzeń. Można się domyślić, że nie były to pozytywne relacje, a ich liczba pokazuje, że nie mamy do czynienia z normalną sytuacją – ocenia Skorupka-Kaczmarek. Zastrzega jednak, że kwerenda była robiona przede wszystkim z myślą o "dyskusji dotyczącej stylu pracy dziennikarzy TVP".

Gdańsk w jeden proces z TVP jest już zaangażowany. Chodzi o materiał z 31 października 2016 r., który dotyczył powstałej w Gdańsku Rady ds. Imigrantów i Imigrantek. – W TVP Info przekroczono jakiekolwiek granice przyzwoitości, bo imigrantów pokazano niczym falę, która za chwilę zaleje całe miasto. Użyto kadrów z zamieszek, a muzyki rodem z filmów katastroficznych. Założyliśmy więc sprawę przeciwko TVP Info. Pierwsza rozprawa przed warszawskim sądem zaplanowana była na styczeń tego roku, ale ze względu na śmierć prezydenta musiała zostać przełożona – mówi Magdalena Skorupka-Kaczmarek.

O wejściu na wojenną ścieżkę z TVP myślą władze Poznania. – Prezydent nie przyjmie zaproszenia do audycji na żywo, nie będzie też udzielał wypowiedzi indywidualnych, tzw. setek. Aktualnie rozważane jest podjęcie kroków prawnych wobec TVP 3 Poznań. Ewentualne działania będą zależeć od analizy dotyczących prezydenta materiałów z przeszłości – deklaruje Hanna Surma, rzeczniczka prezydenta Jacka Jaśkowiaka.

Podobne sygnały dochodzą do nas z innych dużych miast, choć tam nikt oficjalnie nie chce zabrać głosu. O komentarz poprosiliśmy Centrum Informacji TVP. – W przypadku pojawienia się inicjatyw TVP odniesie się stosownie do ich wagi. Ograniczanie kontaktu z mediami regionalnymi uważamy za niebezpieczne i szkodliwe zjawisko, uderzające w zasadę jawności życia publicznego. Dotyczy to szczególnie sytuacji, gdy pojawiają się tematy wywołujące uzasadnione emocje, pytania i wątpliwości mieszkańców. Stawianie się polityków lokalnych poza kontrolą mediów, unikanie odpowiedzi przed kamerą, a co za tym idzie nieinformowanie mieszkańców o toczących się sprawach, jest niezgodne ze standardem demokratycznej polityki. Może prowadzić do nadużyć, a przede wszystkim odbiera mieszkańcom prawo do bycia poinformowanym – odpowiada zespół rzecznika TVP.

Gmina, jako wspólnota wyposażona w osobowość prawną, również jest objęta ochroną dobrego imienia. Tak więc władzom gmin przysługują roszczenia w tym zakresie – tłumaczy Piotr Kołodziejczak, radca prawny z Kancelarii Dr Krystian Ziemski & Partners. Jak dodaje, granica naruszenia dóbr osobistych danego włodarza lub kierowanej przez niego jednostki samorządowej może być płynna. – Wpierw to strona pozywająca musi określić, czyje dobra zostały jej zdaniem naruszone, a każdy przypadek wymagałby odrębnej oceny. Pamiętajmy, że ochrona dóbr osobistych nie ma na celu pozbawiania mediów prawa do krytyki, ale chodzi o nieprzekraczanie pewnych granic. To sąd musiałby każdorazowo ocenić, czy dane działanie wykracza poza sferę usprawiedliwionej krytyki – zaznacza Piotr Kołodziejczak.

Medioznawca z UW i SWPS prof. Maciej Mrozowski ocenia, że miasta mają szanse na sukces w sądowej batalii z TVP. – Poprzez zebranie dostatecznie dużej liczby stronniczych materiałów można sprawę uogólnić i pokazać pewną tendencję. Przy tak udokumentowanych materiałach, gdy okaże się, że przedstawione w nich tezy będą przeczyć faktom, jest duża szansa, że sąd przyzna samorządom rację i uzna, że TVP naruszyła ustawowe zasady bezstronności – mówi.

Pod koniec stycznia włodarze Warszawy, Poznania, Gdańska, Sopotu i Gliwic wyszli z apelem m.in. o zbadanie, jakie działania wobec Pawła Adamowicza podejmowała TVP. Skierowali go do premiera Mateusza Morawieckiego, rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara, szefa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego, szefa KRRiT Witolda Kołodziejskiego i przewodniczącego Rady Etyki Mediów Ryszarda Bańkowicza. Jak ustaliliśmy, odpowiedzi udzieliła już kancelaria premiera – zasugerowała, że od kontrolowania działań telewizji publicznej są inne instytucje. Stanowisko zajęła także REM. "Rada skupiła uwagę na kilkunastu publikacjach TVP, głównie z 2018 roku. Stwierdziła, że autorzy tych publikacji manipulują faktami, sugestiami i domniemaniami tak, by przedstawić Pawła Adamowicza jako osobę niegodną zaufania" – stoi w opinii, która jest w całości druzgocąca dla TVP.

Nie wszystkie miasta chcą wytaczać ciężkie działa przeciwko telewizji publicznej. – Na razie stosujemy zasadę ograniczonego zaufania, starając się mimo wszystko nadal współpracować z TVP – mówi Włodzimierz Tutaj z magistratu w Częstochowie. Prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc też nie zamierza iść do sądu ani w jakikolwiek sposób zmieniać polityki informacyjnej urzędu. W Toruniu nikt nie narzeka na relacje z regionalnym oddziałem TVP. – Nie odnotowaliśmy przypadków złamania etyki dziennikarskiej czy naruszenia wizerunku miasta – ocenia Magdalena Stremplewska, rzeczniczka prezydenta miasta.