Jako pierwszy tezę, że nieznany wcześniej patogen nie przeniósł się ze świata zwierząt na człowieka w sposób naturalny, lecz narodził się w chińskim laboratorium, postawił półtora miesiąca temu na łamach naukowego pisma „Nature” - Tim Trevan. Współwłaściciel amerykańskiej firmy CHROME oferującej instytucjom publicznym usługi w zakresie: „zapewniania bezpieczeństwa biologicznego”.

Reklama

Niedługo potem znany włoski dziennikarz Paolo Liguori w wywiadzie dla telewizyjnego kanału informacyjnego Tgcom 24 (nota bene do czerwca 2019 r. był dyrektorem tejże telewizji) oświadczył, iż z wiarygodnego źródła dowiedział się, że nowego koronawirusa „wyniósł” przypadkowo z The National Bio-safety Laboratory w Wuhan zarażony nim strażnik.

Przy tej okazji Liguori zaprezentował widzom numer „Nature” z 2017 r., w którym znajduje się artykuł Davida Cyranoskiego o tym, że zbudowane za 44 mln dolarów laboratorium w Wuhan może stać się zagrożeniem dla świata. We wskazanym przez Paolo Liguori tekście można wyczytać m.in.: Laboratorium w Wuhan jest bliskie uzyskania pozwolenia na pracę z najbardziej niebezpiecznymi patogenami na świecie. Te działania są częścią planu budowy od pięciu do siedmiu laboratoriów bezpieczeństwa biologicznego poziomu 4 (BSL-4) na kontynencie chińskim do 2025 r. – informował czytelników „Nature” trzy lata temu David Cyranoski.

Twierdząc jednocześnie, iż wspomniany ośrodek naukowy może nie spełniać koniecznych norm. Należy tu nadmienić, że wprowadzony przez Światową Organizację Zdrowia WHO certyfikat BSL-4 oznacza, iż w danym laboratorium można legalnie przechowywać i prowadzić badania nad najbardziej morderczymi bakteriami i wirusami znanymi ludziom takimi jak: ebola, dżuma czy ospa prawdziwa.

Faktycznie niedługo po publikacji „Nature” certyfikat BSL-4 został The National Bio-safety Laboratory w Wuhan oficjalnie przyznany. Niektórzy naukowcy spoza Chin obawiają się ucieczki patogenów (z laboratorium w Wuhan – przyp. aut.) i nadania wymiaru biologicznego napięciom geopolitycznym między Chinami a innymi nacjami. Ale chińscy mikrobiolodzy świętują – ostrzegał Cyranoski.

Spekulacje Trevana, wypowiedzi Liguori i artykuł Cyranoskiego zainspirowały media na całym świecie do powielania w różnych wersjach tej samej opowieści o wirusie, który wydostał się z chińskiego laboratorium. Jest ona o tyle prawdopodobna i atrakcyjna, że wirusem SARS-CoV-2 jako pierwsi zarazili się ludzie na targu rybnym znajdującym się w linii prostej zaledwie 30 km od budynków The National Bio-safety Laboratory. To, czy prowadzone są w nich jakieś tajne eksperymenty z bronią biologiczną tak naprawdę nie wiadomo.

Natomiast 20 lutego 2020 r. na łamach konkurującego z „Nature” czasopisma naukowe „Lancet” ukazał się list otwarty dwudziestu siedmiu naukowców z USA, Niemiec i Holandii, zajmujących się mikrobiologią. Występujemy wspólnie z mocnym potępieniem teorii spiskowych sugerujących, że COVID-19 (oficjalna nazwa choroby, wywoływanej przez koronawirus z Wuhan – przyp. aut.) nie ma naturalnego pochodzenia – oznajmiali. Argumentując przy tym, że zebrane naukowe dowody wykluczają możliwość, by SARS-CoV-2 był patogenem zmodyfikowanym genetycznie przez człowieka. Teorie spiskowe nie służą niczemu poza wywoływaniem strachu, sianiem plotek i przesądów, które godzą w globalną współpracę w walce z wirusem – przestrzegają autorzy listu. W tym miejscu należy im przyznać rację, lecz jedynie co do drugiej części zdania, ponieważ teorie spiskowe jak najbardziej mają sens. Bywają bowiem jednym z narzędzi prowadzenia cichej wojny, którą między sobą nieustannie toczą konkurujące mocarstwa.

Ciekawym zbiegiem okoliczności od niedawna można już dokładnie prześledzić, jak to było w przypadku poprzedniej, zaskakującej pandemii, wywołanej niespełna 40 lat temu przez wirus HIV. Gdy epidemia AIDS boleśnie dotykała kraje Trzeciego Świata, równie szybko szerzyła się informacja, że wirus jest dziełem amerykańskich naukowców pracujących dla wojska. Rząd USA nakazał go stworzyć po to, żeby zmniejszyć przeludnienie Ziemi likwidując ludność kolorową. Wiara w to wytłumaczenie owocowała wrogością wobec Amerykanów na całym globie od Indii po Republikę Południowej Afryki. W końcu tę teorię spiskową zaczęły powielać - jako wielce prawdopodobną - również media w Europie Zachodniej, a nawet USA. Mnóstwo ludzi wierzy w nią do dziś. Co jest jednym z największych, pośmiertnych triumfów … KGB.

Epidemia AIDS okazała się bowiem dla upadającego Związku Radzieckiego znakomitą okazją, żeby głównemu wrogowi, czyli Stanom Zjednoczonym zafundować mnóstwo „czarnego PR”. O tejże operacji wspominał już,zbiegły do Wielkiej Brytanii w 1992 r., emerytowany archiwista Pierwszego Zarządu Głównego (wywiad zagraniczny) KGB, Wasilij Mitrochin. W wywiezionych przez niego materiałach znajdowały się wzmianki o specjalnej komórce KGB, noszącej nazwę Służby „A”, która prowadziła akcję dezinformacyjną na temat AIDS. Jednak musiała minąć ponad dekada nim historycy zaczęli odnajdywać dokumenty potwierdzające rewelacje Mitrochina.

Traf chciał, że w lipcu 2019 r. (pół roku przed tym, jak świat usłyszał o koronawirus z Wuhan r.), jeden z najlepszym amerykańskich think tanków - Woodrow Wilson International Center for Scholars udostępnił na swojej stronie internetowej skany dokumentów z wschodnioniemieckich oraz bułgarskich archiwów. Można je sobie przestudiować pod TYM ADRESEM

Ich teść przybliża to, jak przebiegła wieloletnia operacja KGB o kryptonimie „Denver”, zmierzająca do rozpowszechnienia na całym świecie teorii spiskowej o „narodzinach HIV”. W depeszy przesłanej 7 września 1985 r. z Łubianki do bułgarskiego Komitetu Bezpieczeństwa Państwa wyczytać można, że sowiecki wywiad zagraniczny przeprowadził: „szereg działań w związku z pojawieniem się w ostatnich latach w USA nowej i niebezpiecznej choroby, Zespołu Nabytego Niedoboru Odporności – AIDS”. Kierownictwo KGB donosiło swym bułgarskim towarzyszom o przedsięwzięciach, których: „celem jest uzyskanie pozytywnej opinii dla nas za granicą, że choroba ta jest wynikiem tajnych eksperymentów z nowym rodzajem broni biologicznej przeprowadzonych przez tajne służby USA i Pentagonu, które to eksperymenty wymknęły się spod kontroli”.

Teorię spiskową opowiadającą, iż wirus HIV wyhodowany został w laboratorium medycznym w Fort Derrick w stanie Maryland, zaczęto przygotowywać do rozpowszechnienia w 1983 r. Za najlepsze miejsce do jej debiutu uznano Indie. Olbrzymi kraj Trzeciego Świata, utrzymujący przyjazne relacje z ZSRR ale też całkiem poprawne ze Stanami Zjednoczonymi. Na pierwszej stronie tamtejszej anglojęzycznej gazety „Patriot” 17 lipca 1983 r. wydrukowano sensacyjny list napisany przez anonimowego, ale „znanego amerykańskiego naukowca i antropologa”. Ukrywający swą tożsamość autor opisywał jak w Fort Derrick powstał nowy patogen. Ów niebezpieczny wirus CIA zaczęła testować w Pakistanie, skąd przedostał się on na teren Indii. Artykuł wkrótce nagłośniły sowieckie media oraz agencja prasowa TASS. Jednocześnie KGB przekazało wytyczne wywiadom NRD, Bułgarii i Czechosłowacji, by wszelkimi kanałami rozpowszechniały tę teorię spiskową. Potęgując za jej pomocą wrogość wobec Stanów Zjednoczonych.

Reklama

Z czasem opowieść coraz bardziej ubarwiano. Największe zaangażowanie, by ją uprawdopodabniać wykazywała enerdowska Stasi. Dzięki niej twarzą kampanii stał się cieszący dobrą renomą w świecie naukowym profesor biologii Jakob Segal. Urodzony w Petersburgu Żyd, który przed II wojną światową wykładał na Sorbonie, by następnie po przejściu przez Auschwitz zostać komunistą i zamieszkać w Berlinie Wschodnim. Od połowy lat 80. z inspiracji Stasi prof. Segal zaczął pisać kolejne artykuły naukowe i broszury dowodzące, iż HIV jest dziełem Amerykanów.

KGB dbało, żeby trafiały one do rąk politycznych przywódców w Afryce, Azji i Ameryce Południowej. Wreszcie teoriami prof. Segala zainteresowały się gazety w Europie Zachodniej. Nagłośniając nawet jego twierdzenie, że wirus powstał w Fort Derrick pierwotnie po to, by z amerykańskiego społeczeństwa wyeliminować mniejszości seksualne oraz rasowe na czele z Afroamerykanami. Owa teoria spiskowa była tak nośna, że przetrwała nawet rozpad ZSRR. Co ciekawe kilka lat temu zaczął ją reaktywować kremlowski portal Sputnik. W odpowiedzi Wilson Center udostępniło wspominane wyżej dokumenty.

Tymczasem do starej historii nowe rozdziały zaczyna dopisywać życie od kiedy AIDS okazuje się już zupełnie nieciekawym tematem wobec nagłego pojawienia się koronawirusa z Wuhan. Jak zostanie on użyty w rozgrywce między mocarstwami najpewniej nie dowiemy się zbyt szybko. Ponieważ co do tego, że nie zostanie użyty, nie można żywić zbyt wielu złudzeń.