Donald Tusk doceniał i docenia siłę Grzegorza Schetyny. Ta siła wynika nie tylko z jego własnych talentów i umiejętności politycznych, ale także z funkcji, jakie
sprawuje. Jest faktycznym szefem Platformy Obywatelskiej w tym sensie, że Donald Tusk zajęty premierowaniem nie może poświęcić tyle samo uwagi zarządzaniu partii co Schetyna. Listy wyborcze do
samorządu pewnie będzie układał bardziej Schetyna niż Tusk. Tak samo rzecz może dotyczyć ustawiania rozmaitych osób w radach nadzorczych i administracji samorządowej i państwowej. A to jest
realna władza, całkiem potężna.
To bardzo poważna wypowiedź. Po pierwsze Tusk cały okres swojego rządzenia oparł na przekonaniu, że głównym jego celem jest prezydentura. Tłumaczył słabości swojego rządu złym
prezydentem, jakim w jego mniemaniu jest Lech Kaczyński. Teraz byłoby mu bardzo trudno powiedzieć: OK, nie kandyduję. Takie wytłumaczenie byłoby niejasne, bo dlaczego już nie chce lepszego
rządzenia w Polsce? Po drugie, jeśli Tusk nie będzie kandydował, może pojawić się jakiś żywy i mocny kontrkandydat - czyli Włodzimierz Cimoszewicz. Wtedy Platforma straciłaby bardzo
istotną pozycję w trójkącie rząd - parlament - prezydent. I wreszcie po trzecie słabnąca Platforma wymaga wzmocnienia, sygnału, że jest silna. A takim wzmocnieniem stać się mogą wybory
prezydenckie. A poza tym nie sądzę, by istniał jakiś zapasowy kandydat Platformy. Żaden ze zgłaszanych kandydatów nie jest przekonujący.
Tu nie chodziło o prezesa NFZ, bo to poważny urzędnik wynajęty na to stanowisko. Istota dotyczy ministra zdrowia i przekonania, jak powinno załatwiać się takie sprawy. Bo jeśli zdymisjonowano
Zbigniewa Ćwiąkalskiego za pewien błąd wizerunkowy, który polegał na tym, że za jego kadencji więzień popełnił samobójstwo, to teraz pojawia się pytanie, czy minister zdrowia, który nic
nie zrobił dla uszczelnienia i poprawienia jakości systemu zdrowia i dopuszcza do tego typu zachowań wobec chorych, powinien zachować swoją funkcję. Tak więc uwagę Schetyny zrozumiałem w
dużo poważniejszy sposób. Różnica zdań dotyczy spraw personalnych. A jak wiem, w polityce to rzecz kluczowa. Ważniejsza niż różnica programowa.
czytaj dalej
To jest charakterystyczne. Dlatego ta różnica zdań ze Schetyną jest tak istotna.
Nie sądzę. Gdyby Grzegorz Schetyna grał ostro przeciwko Donaldowi Tuskowi, a Tusk przeciwko Schetynie, to takiego konfliktu mogłaby nie przeżyć Platforma; nikomu na tym nie zależy. Poza tym
jednak górą jest premier. Oni płyną w jednej łodzi. Jakieś konflikty, rozżalenia mogą się manifestować, ale nie sądzę, by miały doprowadzić do rzeczywiście głębokiego podziału w PO.
Zapewne różne osoby, jak na przykład Sławomir Nowak, mogą działać pojednawczo.
Pewnie tak. Ale dopóki biją się za kulisami i my tego nie widzimy, to niech się leją. Czasami mężczyznom to dobrze robi. Kobiety, jak rzucają się na siebie pazurami, to nie jest to zbyt
estetyczne, ale jak faceci rzucają się na siebie z pięściami, jest to jakaś dozwolona, może niezbyt wytworna forma rozwiązywania różnic.
Od poprzednich wyborów w 2007 r. ośrodki sondażowe podają mało wiarygodne dane. Różnica danych jest nawet 12-proc. Przeliczam teraz pewne badania socjologiczne i okazuje się, że w jakimś
miasteczku ludzie podają, że głosowali w 70 proc., podczas gdy w rzeczywistości poszło do wyborów zaledwie 40 proc. Kłamią czy nie chcą ujawniać poglądów? Tak więc tych licznych badań
nie traktowałbym ze zbyt wielką powagą.
Osobiście ufam jednej stacji badawczej, CBOS. I z jego badań wynika wyraźnie, że notowania Platformy sięgające 50 proc. były i są zdecydowanie przesadzone.
A poza tym istnieje pewien trend. Spadek notowań rządu i niezadowolenie z premiera musi się przełożyć na osłabienie Platformy. To nie ulega wątpliwości.
czytaj dalej
To są sprawy kuchni, o których nie warto szczegółowo mówić. Generalnie wynika to z takiego, a nie innego doboru próby, jak i z liczby osób, które odmawiają udziału w badaniach. Czasem
nawet ponad 30 proc. osób nie chce udzielać wywiadów.
Są trzy elementy. Pierwszy wynika z bieżącego rządzenia. Jest coś takiego, że władze i politycy się męczą. Efekty nigdy nie są współmierne do obietnic. Zawsze pojawia się problem
zawiedzionych oczekiwań. To dotyczy każdego rządu. A teraz jest szczególnie odczuwany z powodu perturbacji gospodarczych. I niezależnie od tego, jakim kolorem będzie się malowało Polskę na
mapie Europy, to obroty handlowe spadają, ludzie pilnują pieniędzy, bezrobocie rośnie. Odczuwamy nie tyle lęk, ile niepokój.
Drugi element to aura wokół afery hazardowej. To bardzo poważna sprawa, tym bardziej że Polacy są bardzo wrażliwi na kwestię korupcji. A komisja hazardowa działa w taki sposób, by ukryć
wszystkie ważne informacje. Działa w sposób skandaliczny!
I wreszcie trzeci element nazwałbym odklejaniem od rzeczywistości. Dotyczy to wszystkich rządów, począwszy od czasów AWS. Po dwóch latach rządy zaczynają tracić kontakt z rzeczywistością.
Dlaczego tak się dzieje, to już inna sprawa, ale właśnie z takim zjawiskiem mamy teraz do czynienia. A trzeba pamiętać jedno: błędy, jakie popełnia Platforma, są zawinione wyłącznie przez
nią. To nie jest tak, że znalazła się w jakiejś nadzwyczajnej sytuacji z winy opozycji.
Jeśli tak mówi, to jeszcze gorzej. Jest oczywiste, że komisja śledcza jest niezbędna. Natomiast propozycja marszałka Sejmu brzmi: nic nie mówmy. Przecież nie o to chodzi, by nic nie mówić,
ale by w sposób uczciwy wyjaśnić tę sprawę i zachować pewne standardy polityczne, nawet gdyby miało się to odbyć kosztem własnych polityków. To jest główny problem Platformy i jeżeli PO
tego nie zrobi, to będzie traktowana w sposób lekceważący, jak kolejna partia spryciarzy. Tak jak były traktowane AWS i SLD. Różniłaby się od innych jedynie szyldem, bo nawet nie programem.
Jeśli taki jest wniosek z całej historii, to jest on dosyć ponury, trudny do zaakceptowania. A poza tym oznaczałoby to, że to całe wielkie zamieszanie, jakie miało miejsce w 2004 i 2005 r., i
ten pomysł na pewną zmianę kultury politycznej, naprawę jakości rządzenia państwem i wyjście z tej pozornej demokracji się nie powiódł. A to by oznaczało, że model demokracji
dekoracyjnej i fasadowej przetrwał i nastąpiło w istocie odebranie Sejmowi realnej władzy.
czytaj dalej
Nie wiem.
Platforma jest obecnie partią władzy. Taką chce być. A to jest najprostsza formuła rządzenia. Jest powszechna, wszyscy tak robili. Więc, mogą pytać, dlaczego Platforma miałaby czegoś
więcej od siebie wymagać? Odpowiedź na to pytanie jest nagląca.
Nikt. PiS zasnęło. Jarosław Kaczyński boi się odkleić od prawej ściany, bo boi się, że wyrośnie mu tam jakaś partia. A to również oznacza, że PiS nie przesuwa się do środka w obawie,
że tu niczego nie zyska, a może stracić na skrajnej prawicy. Tam obowiązuje taki typ myślenia. PiS zaległo z boku i jest ze swych notowań zadowolone. A poza tym nie ma dowodu, że jest
jakikolwiek przepływ elektoratu między PiS a PO. Ewentualnie na tej sytuacji mogłyby coś ugrać tzw. trzecie partie, czyli Polska Plus i Stronnictwo Demokratyczne. Mogłyby żerować gdzieś
między PiS a PO. Pomysł, gdzie szukać wyborców, istnieje, choć nie jestem pewien, czy te partie mają argumenty skłaniające wyborców do przerzucenia na nich swoich głosów.
Stopień dezintegracji tego środowiska jest tak daleko posunięty, że wiele osób może popierać SLD tylko z jednego powodu: strachu przed PiS. Lęk przed partią Kaczyńskiego jest tak
nieprawdopodobnie duży w wielu środowiskach, że liczni wyborcy są gotowi głosować na każdego, byle nie na PiS.
Jarosław Kaczyński odniósł dwa wielkie sukcesy polityczne. Po pierwsze zniszczył dwie najbardziej niebezpieczne partie w Polsce, czyli Samoobronę i LPR. A po drugie jego formacja polityczna
pokazała wszystkie słabości polskiej prawicy.
Nie ma. PiS przegrywa czas w opozycji. W 2007 r. odniosło spory sukces, miało niezły wynik wyborczy, ale teraz ciągle jest gorzej, ciągle jest poniżej tego rezultatu. Co więcej, możliwości
wzrostu PiS są nieduże. Nie wierzę w to, by PiS było zdolne uzyskać w wyborach parlamentarnych taki wynik, by móc samodzielnie rządzić. Jak nie wierzę w to, by miało dużą zdolność
koalicyjną. Bo niby jak miałoby to wyglądać? Wygra wybory i utworzy koalicję z SLD? Bez przesady.
Ale SLD wizerunkowo sporo na tym utracił. Wszyscy zresztą na ustawach medialnych mocno stracili na wiarygodności.
*Paweł Śpiewak, socjolog, historyk idei, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, były poseł PO