Normy zostały jawnie przekroczone. To, co obserwujemy, to inne wydanie tego samego brutalnego języka, jakiego używał Andrzej Lepper. Gdy Lepper w którymś momencie
przesadził, media zorientowały się i ograniczyły jego obecność, w ten sposób zmuszając do większej samokontroli języka.
To, że politycy używają wulgarnego języka, nie dziwi. Natomiast media decydują o jego upowszechnieniu. One bawią się tą sytuacja, to ich sposób istnienia. Stacje rywalizują o to, w której
padną mocniejsze słowa. Jedynym sposobem na to, by temu zapobiec, jest niedopuszczanie takich osób do mediów, czyli ich świadomy bojkot towarzysko-medialny.
Skoro przez ostatnie dwa lata partia się go nie pozbyła, to znaczy, że go potrzebuje. A jego formuła językowa mieści się w formule rządzenia.
Nie widzę tu obłudy. Raczej szczerość do bólu.
Bo się dobrze znamy. A poza tym rzecz nie w osobie, ani nawet jednej partii, tylko modelu uprawiania polityki, w której wydarzenia medialne stają się ważniejsze od samej polityki. Palikoty się
zmieniają. Królem poprzednich sezonów był Kurski, teraz pałeczkę pierwszeństwa przejął Palikot.
Chodzi o ochronę polityki przed postaciami, które istnieją tylko dlatego, że używają brutalnego języka. One prowadzą do przysłonięcia istoty polityki. Staje się ona polityką spraw
nierealnych.
Pytanie minister Gęsickiej o to, czy fundusze unijne są właściwie wykorzystywane, jest realne. A mówienie "ona kłamie" czy "ona się prostytuuje" –
nie. Powinniśmy dyskutować o sprawach, a nie o cechach charakteru przeciwników politycznych.
Nie bardzo wiem, co osiągnęli posłowie komisji w stosunku do hucznych zapowiedzi. Moim zdaniem skończyło się na populistycznych hasłach. Natomiast problem komisariatu to trzeciorzędna sprawa,
jakich każdy poseł załatwia kilkadziesiąt. Powinniśmy rozliczać go z konkretnych działań, a nie z tego, czy na konferencję przyniósł gumowego penisa.
*prof. Paweł Śpiewak, socjolog, publicysta, były poseł na Sejm z PO