Dramatyczny wpis : "Współczesne media przypominają czasem narkomana - tak jak on, żeby istnieć, musi pobierać narkotyk, tak one, żeby utrzymywać się na rynku, muszą wstrzykiwać w swoje żyły coraz więcej szoku, wstrząsu, horroru”.
"Od kilku lat fotoreporterzy tabloidow co jakiś czas śledzą moje życie. " - pisze były szef rządu. I oskarża "Super Express", że rozpoczął "ostrą jazdę bez trzymanki". To właśnie ten tabloid jako pierwszy napisał o rozwodzie.
"Zgodziłem się udzielić wywiadu i przesłać zdjęcia za obietnice zakończenia sprawy. Niestety, <Super Express> nie dotrzymał słowa" - pisze Marcinkiewicz. ". Sprawdziłem: nikt z mojej rodziny nie udzielał jakichkolwiek wypowiedzi Super Expresowi" - żali się były premier.
"Cała historia przez tyle dni opisywana, była wyssana z palca przez tabloid za wszelka cenę goniący za sensacją. Gazeta wykreowała moją <wojnę z rodziną>" - pisze dalej Marcinkiewicz i dodaje, że .
"Byłem premierem, ale dziś jestem prywatną osobą pracujacą na własny rachunek, nie pełnię żadnej funkcji publicznej. Już ponoszę konsekwencje, a nawet straty, bowiem część klientów i znajomych nie chce znaleźć się na pierwszych stronach byle jakiej kolorowej gazety. . Wiem, bo codziennie utrzymuję z nimi kontakt" - wyznaje Marcinkiewicz.
" Mam też nadzieję, że poradzą sobie moi najbliżsi, staram się im pomóc. A tym, którzy dziś szafują wyrokami, życzę jednego dnia z paparazzi" - kończy Kazimierz Marcinkiewicz.
Historia rozwodu Marcinkiewicza była i jest bardzo szeroko komentowana - także w DZIENNIKU, gdzie pisali o niej między innymi Piotr Zaremba, Piotr Gursztyn, Monika Olejnik, Marcin Król i Zuzanna Dąbrowska. Ekspremier kieruje do komentatorów dramatyczne pytania:
"Od znajomych dowiaduję się o bardzo krytycznych wypowiedziach można by rzec <topowych> dziennikarzy. To ciekawe, dlaczego właśnie tym razem poważni dziennikarze, doskonale znający sposób działania <Super Expresu>, tym razem dają wiarę tym bzdurom, które się tam ukazują? Dlaczego, znając mój telefon, tym razem nawet nie pytają mnie o zdanie?".
. Kończy się skierowanymi do "osób, które kocham" przeprosinami.