Nie wzmacniamy naszej aktywności w Afganistanie, bo ktoś nad Wisłą tak wymyślił, lecz dlatego, że cała operacja ISAF ewoluuje wraz z rozwojem sytuacji w Afganistanie.

Nie prowadzimy w Afganistanie "własnej" wojny, lecz funkcjonujemy ściśle w ramach schematu działań Sojuszu. Polscy żołnierze nie będą znajdować się w stanie permanentnej ofensywy i poszukiwania "okazji" do operacji zaczepnych. Będą natomiast podejmować zdecydowane akcje bojowe. Gdy wystąpi taka potrzeba, na pewno szybko i skutecznie zareagują. Dotąd bywało różnie. Liczebność naszego kontyngentu nie zwiększa się wraz z nowymi zadaniami, ale zmieniają się proporcje między grupami bojowymi oraz zabezpieczenia i wsparcia na zdecydowaną korzyść żołnierzy grup bojowych. Wyposażenie i wyszkolenie PKW jest zdecydowanie coraz lepsze.

Operacja ISAF ma charakter bojowy, choć nazywa się doradczo-szkoleniową. Polacy odpowiadają za kluczową punktu widzenia bezpieczeństwa prowincję Ghazni. Nasi żołnierze wykonują zadania wymagające olbrzymiego zaangażowania i odwagi, dobrego planowania i dowodzenia. Patrolują strategiczną drogę Kabul - Kandahar, szkolą jednostki i sztaby afgańskiej armii, uczestniczą w odbudowie kraju. Żadnego z tych zadań nie wykonamy, jeśli bezpieczeństwo w Afganistanie nie będzie zadowalające. Najlepsze nawet plany stabilizacyjne czy nadzieje związane z rozmowami z umiarkowanymi odłamami talibów legną w gruzach wraz z upadkiem bezpieczeństwa w Afganistanie. Pytanie: co robić, by do tego nie dopuścić? Jako żołnierz odpowiem: trzeba energicznie działać.

Aktywność w Afganistanie zawsze wzmaga się z nadejściem wiosny. Wpływ na większe zaangażowanie przeciwnika mają również operacje prowadzone przez Amerykanów, talibowie wypierani np. z prowincji Wardak, poszukają schronienia w Ghazni. Na granicy pakistańsko-afgańskiej przenikanie grup z uzbrojeniem i środkami walki praktycznie nigdy nie zamiera. Zapowiedziane na sierpień wybory prezydenckie to kolejny powód, dla którego talibowie zechcą zdestabilizować Afganistan.

Dowództwo ISAF-u i Amerykanie podejmują oczywiste w tej sytuacji działania wyprzedzające. Prezydent Obama wysyła kolejnych 17 tys. marines na południowy-wschód Afganistanu, wzdłuż granicy z Pakistanem, w celu jej uszczelnienia, a jednocześnie tropienia przeciwnika wewnątrz kraju. To z kolei wymagać będzie informacji wywiadowczych, ścisłej współpracy sojuszników, precyzyjnego wsparcia z powietrza oraz dokładnego planowania i szybkich działań prowadzonych również wspólnie z armia i policją afgańską.

Moje osobiste doświadczenia z dowodzenia dywizją międzynarodową w operacji irackiej oraz wiedza o specyfice działań w Afganistanie, nabyta podczas pełnienia obowiązków doradcy ministra Obrony Narodowej w zakresie budowania armii afgańskiej, aż nadto dobitnie wskazują, że chowanie głowy w piasek, zamykanie się w bazach i pasywne działania zawsze prowadzą do eskalacji ataków terrorystów.