Jak nie wiesz, jak się zachować, zachowaj się przyzwoicie - czy premier Tusk, który tyle czasu trzymał nas w niepewności, zastosował się do tej zasady? Po części. W polskich warunkach to sporo. Ale poczucie niedosytu pozostaje.

Reklama

Przemówił w iście biblijnym stylu: "Tak tak. Nie nie". Inaczej reagowali kiedyś na parakorupcyjne zarzuty liderzy AWS czy SLD. Tusk nazwał zło po imieniu. I potrafił je znaleźć tam, gdzie szukać szczególnie ciężko - u siebie. Wyrzucił z partii senatora Misiaka, bo ten zajmował się ustawą, która mogła służyć jego firmie. Każdy następny chętny do wykorzystywania politycznej pozycji w interesach zastanowi się dwa razy.

Niedosyt pozostawia niezałatwiony problem wicepremiera Pawlaka. To prawda, i tu Tusk nie owijał w bawełnę. Jak przy dymisji Ćwiąkalskiego wykazał się lepszą intuicją niż jego ludzie. Taki Stefan Niesiołowski do końca nie szczędził krytykom Pawlakowego nepotyzmu inwektyw.

Tyle że przypomnijmy sobie, jak wzywaliśmy Jarosława Kaczyńskiego do zerwania koalicji z Samoobroną. Czy Tusk nie powinien zażądać w ultymatywnym tonie przynajmniej rezygnacji wicepremiera z funkcji pierwszego strażaka? Nie jest rzeczą zdrową, aby członek rządu przewodził organizacji, która korzysta z rządowych dotacji. Czy warto było ryzykować los koalicji, aby wymusić przyzwoitość? Ludowcy mieli niewielkie pole manewru. Przyparci do muru, prawdopodobnie ustąpiliby.

Tusk nie chciał sprawdzić, czy "prawdopodobnie" zmieni się w "na pewno". Czym się kierował? Starą dewizą: spokój nade wszystko? Stała ona u podstaw tej koalicji. A może strachem przed ruchami odwetowymi ze strony ludowców? Albo wręcz zamiarem wykorzystania tej historii raczej do sekretnych politycznych nacisków niż głośnych demonstracji. Tak się robi niestety politykę.

Chwalebne, że porządki zaczął od własnego podwórka. Ale trudno się oprzeć wrażeniu, że rozprawił się z Misiakiem, bo miał nad nim bezpośrednią władzę. Już Pawlak okazał się zawodnikiem nie do pokonania. A przyzwoitość niewarta ryzyka.

W zamian premier zaproponował zmiany systemowe. To dobra, choć spóźniona wiadomość. Niegdyś PO pod batutą Jana Rokity szykowała pakiet prawnych ograniczeń dotyczących ludzi władzy. Potem ten program zarzucono. Z tego punktu widzenia ostatnie dwa lata zmarnowano.

Gdyby jednak Julia Pitera przeforsowała przepisy, które uregulują i przypadek senatora działającego w biznesie, i członka rządu, który koniecznie musi być strażakiem... Gdyby tak się stało, ten premier, nawet zbyt ustępliwy wobec PSL, zasłużyłby na pomnik. Tyle że pamiętamy już wiele ustawodawczych zapowiedzi Donalda Tuska, które się nie spełniły.

Doradzałbym premierowi i PO, aby potraktowali własne zapowiedzi serio. Na ile wyczuwam społeczny klimat, temat nie wielkiej korupcji nawet, a dobrych obyczajów, staje się tematem serio. Potrafił połączyć na moment tak różne tytuły prasowe, jak "Dziennik" i "Gazeta Wyborcza", "Rzeczpospolita" i "Polska The Times". To jeszcze nie platformerska afera Rywina, do tego daleko, ale znak, że kwestii standardów lepiej nie lekceważyć. To także kolejny po kryzysie sprawdzian dla Tuska. Znów ta przeklęta realna polityka!