To paradoks, że słowo „solidarność” w ustach ukraińskiego oligarchy brzmi lepiej niż wypowiadane przez naszych polityków. Prawda jest taka, że w grę pod tytułem "Euro 2012" uczciwie gra Hryhorij Surkis i jego ukraińscy partnerzy. Nikt na Ukrainie nie wytyka nam, że nie mamy wybudowanego nawet pół stadionu, podczas gdy u naszych sąsiadów zostaną niedługo oddane do użytku trzy takie obiekty. Za Bugiem powtarzają, że startując w wyścigu o Euro 2012, umawialiśmy się na podział miast 4:4. I dziwią się, że nie chcemy się tego trzymać.

Reklama

Surkis mówi jak klasyczny postsowiecki polityk. Zwykle waży każde słowo. Po ostatniej wizycie Michela Platiniego w Polsce i na Ukrainie postanowił jednak przywołać nas nieco do porządku. Znów pojawiły się bowiem sugestie, że UEFA przyzna prawo organizacji mistrzostw większej liczbie miast polskich niż ukraińskich. Takie przecieki o "naciskach na Platiniego" puszczali w obieg nasi politycy. A media, nie do końca zorientowane w zakulisowych rozgrywkach, tezy o formacie mistrzostw 5:3 albo 6:2 szybko podchwytują. Oliwy do ognia dolał też były prezes PZPN Michał Listkiewicz, zapewniając przed kamerami, że rok temu Platini sondował w Polsce możliwość rozegrania turnieju tylko w naszym kraju, gdyby Ukraina ze względu na kryzys (nie tyle gospodarczy, ile polityczny) nie była w stanie współorganizować imprezy.

Tego było dla Surkisa aż nadto. Ludzie, którzy go znają, wiedzą, że potrafi być stanowczy. Przekonało się o tym dwóch działaczy PZPN. Kiedy kilka lat temu w Kijowie Surkis podczas bankietu po meczu Ukraina - Polska usłyszał, że jeden z polskich gości powtarza: "Panowie, to jest mafia", zdenerwował się nie na żarty. "Skoro tak, to nie wyjedziesz z tego kraju!" - postraszył działacza.

Innym razem Surkis nie zapanował nad nerwami podczas październikowych wyborów prezesa PZPN, kiedy jako przedstawiciel UEFA sugerował działaczom, by poparli Zbigniewa Bońka. Zawiedziony postawą "betonu" jednego z ludzi z PZPN miał nazwać "sobaką".

Teraz Surkis znów się zirytował i postanowił pogrozić Polakom. Przypomniał, że bez jego wstawiennictwa w UEFA dawno stracilibyśmy mistrzostwa. Zaapelował o solidarność i cierpliwe czekanie na decyzję w sprawie miast.

Taka postawa nie leży jednak w naszej naturze. Idę o zakład, że dywagacje pod hasłem "zabrać Ukrainie część mistrzostw" dopiero się nasilą. Do 12-13 maja (wtedy UEFA ma podjąć ostateczną decyzję) zaleją nas "przecieki" od zorientowanych polityków i działaczy. Dla nich liczą się tylko prywatne interesy i występ w mediach. A solidarnością i lojalnością wobec partnerów niech martwi się oligarcha Surkis.