Że chodziła do ginekologa i sumiennie wykonywała zlecone badania. Wymyślono więc – całkiem zresztą słusznie – że zachęci je do tego nagroda, czyli owe tysiąc złotych becikowego.
Po drugie od ciężarnych wymaga się, by zgłosiły się do ginekologa jeszcze przed 10. tygodniem ciąży. Jeśli nie zdążą, becikowego nie dostaną. To absurdalne wymaganie. Absurdalne choćby dlatego, że wiele kobiet przed tym terminem po prostu nie wie, że zaszło w ciążę! I to nie tylko nastolatki czy starsze kobiety, które już pożegnały się z myślą o macierzyństwie. Ale nawet jeśli Polka w porę zorientuje się, że będzie mieć dziecko, może nie być w stanie wypełnić nowego przepisu. W Polsce – udowodniliśmy to w DZIENNIKU wielokrotnie – są bowiem miejscowości – i to bynajmniej nie tylko na prowincji – gdzie na wizytę u ginekologa w publicznym ośrodku zdrowia czeka się nawet kilka miesięcy!