. Przykre, że również minister spraw zagranicznych Francji Bernard Kouchner delikatnie krytykuje naszego byłego prezydenta. Nawet Roman Giertych, który zawsze ostro krytykował byłego prezydenta, nagle chce z niego uczynić magnes przyciągający do Libertas ludzi z całej Europy.
Pamiętajmy, że założyciel partii Libertas - Declan Ganley - rozwalił traktat lizboński. Gdyby Lech Wałęsa także opowiadał się przeciwko traktatowi, to jego pojawienie się w Rzymie byłoby uzasadnione. Jednak Wałęsa ma pretensje do Lecha Kaczyńskiego właśnie o to, że ten nie podpisał traktatu. Ostatnio przyznał, że brakuje mu pieniędzy i że za wykład w Rzymie dostał niemało. Mam jednak wrażenie, że dziś prezydent żałuje tych słów. Jak również tego, że w ogóle pojawił się u boku Ganleya.
Pamiętamy go jako charyzmatycznego przywódcę "Solidarności". To człowiek
legenda, który razem z Janem Pawłem II jest najbardziej rozpoznawaną postacią z Polski na świecie. Tego nikt mu nie odbierze, jakiekolwiek popełni błędy - nawet on sam. Po jego prezydenturze
chciało się powiedzieć, by już nic więcej nie robił ani nie mówił. Oskarżano
go o agenturę, ale to przerabiał jeszcze, gdy był prezydentem. Pamiętam też potworne błędy za jego prezydentury, ale nie czas na wyciąganie tych spraw, bo na bieżąco był rozliczany przez
dziennikarzy i żaden z komentatorów mu nie odpuszczał. Dajmy dziś już temu spokój.
Stać go na wszystko - jednego dnia jest na kongresie EPP, następnego widzimy go u boku przywódcy Libertas, a kolejnego może się pokazać na czele stoczniowców protestujących przeciwko Tuskowi
4 czerwca. Trudno powiedzieć, że cokolwiek ich łączy. Gdyby chociaż
Ganley był znaczącym przywódcą. Lepiej zatem pamiętać Lecha Wałęsę ze spotkań z Dalajlamą niż z wieców Libertas.
Nie od dziś wiadomo, że czasem coś chlapnie, jak np. wtedy, gdy sprzeciwił się, żeby Guenter Grass został obywatelem Gdańska, ponieważ jako 15-latek należał do Waffen SS. Zdarza się, że były prezydent używa dosadnego języka. Ale w tym też jego urok.
Zupełnie niepotrzebnie z ust prezydenta Kaczyńskiego padły słowa, że Wałęsa był "Bolkiem". Głowa państwa nie powinna wypowiadać się w taki sposób. Ale niepotrzebnie również sam Wałęsa obudził się z tą sprawą po roku i chce teraz za te słowa podać Kaczyńskiego do sądu. Lepiej, by obaj panowie w końcu się spotkali i porozmawiali w cztery oczy.