Wcześniej Prześluga (na wizytówce wydrukował sobie napis „magik główny”) próbował przyblokować sobotni artykuł w „Dzienniku” innymi metodami. Człowiek, który tytułuje się „najlepszych PR-owcem w Polsce” i „osobistym medialnym doradcą Palikota”, obiecywał nam sensacyjny materiał. Warunek: musimy się zgodzić na autoryzowany wywiad z „magikiem”. Przekaz był czytelny: odpuśćcie opisywanie moich interesów z Palikotem, a ja wam opowiem takie historie, że konkurencji pospadają buty.
Prześluga na dziennikarstwie podobno zjadł zęby, ale nie wie, że szanujące się redakcje nie wchodzą w takie układy.
Na nasz tekst kreator wizerunku posła Palikota zareagował histerycznie. Upublicznił w internecie numery telefonów komórkowych jednego z autorów, a dziennikarzy wyzywa od szakali, hien, świń i ubeków.
Nie będziemy wchodzić w pyskówki – inaczej sedno sprawy, o której napisaliśmy, zeszłoby na drugi plan. I być może o to chodziłoby Prześludze i Palikotowi. A s. Raptem przez kilka miesięcy zeszłego roku podpisał tego typu umowy na ponad 3,6 mln zł. Przykład? PR-owski pomocnik Palikota zdobywa samorządowy kontrakt w Lublinie. O takim rozstrzygnięciu decyduje człowiek, który jest partyjnym podwładnym Palikota. Ten sam PR-owiec robi szkolenia dla działaczy Platformy, którzy rządzą w regionie. Trudno o bardziej dwuznaczną i patologiczną sytuację.
Taki styl. Ciekawe, co na to premier i inni liderzy Platformy. Przymykają oko na kolesiostwo? Nie razi ich łączenie partyjnej propagandy i publicznych zleceń? To są standardy, o które chodzi Platformie?
Palikot był już arystokratą z francuskimi korzeniami, wydawał pismo, którym kierowali konserwatywni publicyści. Kreował się na sprawnego menedżera, który staje na czele sejmowej komisji do walki z biurokracją. Już mu przeszło i znów stał się happenerem. Kogo zrobi z niego Prześluga jutro? Lidera nowej partii, poważnego polityka, może męża stanu? Wiele zależy od nas. Od tego, czy będziemy kupować triki „magików” takich jak Prześluga.