Włosi grali tak długo, jak mogli, a wczoraj po europejsku wycofali swojego kandydata w wyścigu na szefa Parlamentu Europejskiego. Na otarcie łez Mario Mauro dostał komisję spraw zagranicznych, a inny protegowany Berlusconiego Franco Frattini mglistą obietnicę stanowiska szefa unijnej dyplomacji, jak tylko taka funkcja pojawi się na unijnej giełdzie fruktów do podziału.
W tej sytuacji i uprzejmie zapowiada, że pogratuluje Platformie, jak tylko wybór Buzka stanie się faktem.
Bo to nie koniec nerwów. Poparcie frakcji chadeckiej to jeszcze nie wybór. Pojawiają się nowe łamigłówki, tym razem już nie wewnątrz EPP, tylko między poszczególnymi grupami PE. Socjaliści i liberałowie walczą o swoje i wiele jeszcze zamierzają wytargować, zanim podniosą rękę za Polakiem, a jeszcze więcej, zanim zgodzą się na szefowanie Komisji Europejskiej przez Jose Manuela Barroso.
. Zanim się te wszystkie kandydatury utrzęsą, a w końcu ułożą, odbędzie się seria spotkań ostatniej
szansy, targi i drobne szantaże. Zupełnie jak w naszym Sejmie. Jest jednak pewna widoczna gołym okiem różnica: w czasie wszystkich tych negocjacji politycy unijni zachowują się do bólu
poprawnie. Nawet znany z szalonych filipik i niewyparzonego języka Silvio Berlusconi, promując swojego kandydata, posunął się co najwyżej do podkreślania, że jego partia zdobyła więcej
głosów niż Platforma w Polsce i z tego tytułu ma większe prawa do stanowiska szefa europarlamentu. Poza tym wszystko odbywa się grzecznie,
Czyżby stawka była mniejsza? Na pewno nie. Ale wiadomo, że pewnych rzeczy na takim forum robić i mówić nie wypada. Obrażanie konkurentów nie tylko nic nie daje, ale może nawet spowodować
wykluczenie z gry. Może kiedyś drogą osmozy takie obyczaje przenikną do Polski?