Czyżby adwokaci warszawscy rozpoczynali rozmowy od pytania: - Czy jesteś już spakowany? Nie? Przecież ABW może przyjść po nas w każdej chwili. – Za późno. Nie zdążę. Widzę, że czekają z kajdankami przy schodach – odpowiada pytany.

Ten żart być może będzie miał coś z prawdy, jeśli spełni się zapowiedź łódzkiej prokuratury o kręgu stu osób zamieszanych w proceder lewych zaświadczeń lekarskich. W tym szerokim gronie są podobno kolejni adwokaci, a wśród nich ludzie uchodzący za gwiazdy palestry warszawskiej. Czasami komentujący różne wydarzenia w mediach.
Ta ostatnia informacja mną wstrząsnęła. Bo jeśli to prawda, być może za chwilę usłyszę nazwiska ludzi z którymi nie raz siedziałem przy jednym stole przed kamerą telewizyjną lub mikrofonem radiowym. A zdarzało się, że mówiliśmy o etyce ich bądź mojej profesji. I że zawsze z powagą i sympatią przysłuchiwałem się ich racjom, patrzyłem z uznaniem jak potępiają przejawy nieuczciwości i korupcji w różnych środowiskach.

>>> Prokuratorze - przekup Rywina!

Mimo, że od lat zajmuję się ludźmi, którzy mają różne grzeszki na sumieniu i zdawałoby się, że potrafię pod ich przybraniem oddanych urzędników, dzielnych policjantów, ideowych polityków, uczciwych biznesmenów dostrzec łotrów spod ciemnej gwiazdy, okazuje się, że niektórzy posiedli umiejętność skutecznego maskowania się.
Bo o kilku adwokatach, podobnie jak wiele innych osób, od dawna wiedziałem, że są nie tylko obrońcami gangsterów, ale pełnią rolę ich consiliere, doradców całą gębą, czyli także w ciemnych interesach. Było widoczne, że przekroczyli cienką linię, między rolą zaangażowanego w obronę swego klienta adwokatem, a człowiekiem wspierającym świat przestępczy.

Jakiś czas temu, pisząc tekst o upadku zawodu adwokata, przytoczyłem przykład machlojek procesowych, dokonanych przez Roberta D. Natychmiast przysłał sprostowanie, grożąc pozwem do sądu. Sprostowania nie daliśmy, pozwu nie było. Wśród zatrzymanych w sprawie fałszywych zaświadczeń lekarskich zatrzymany jest również Robert D. W ten sposób życie dopisało do sprostowania swój epilog. O ile adwokaci, którzy współpracowali z gangsterami przy lewych zwolnieniach lekarskich mieli świadomość, że przeszli na drugą stronę barykady, to sądzę, że lekarze tego poczucia nie mieli. Jakże niesłusznie.

Już pierwsze lewe zaświadczenie wydane gangsterowi za łapówkę stawało się cyrografem podpisanym na własną zgubę. Przejściem do świata gangsterów. Dziwię się naiwności lekarzy, którzy zapomnieli, że z ich lewego zaświadczenia nie korzystają dżentelmeni, lecz ludzie dla których nikczemność jest jak codzienna dawka tlenu dla innych. Sami podłości od podobnych osobników nie raz doznają, ale też sami są jej rozsadnikami.

Medycy ci zapominali też, że jedno fałszywe zaświadczenie z ich podpisem mogło gangsterom służyć jako narzędzie nieustannego szantażu. Inaczej mówiąc, że za kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy złotych składali swój los w ręce hochsztaplerów i bandytów. Dzisiejsze areszty to poświadczają.

Jest jeszcze jedna rzecz, o której warto wspomnieć. Do tej pory nazwisko Rywina było symbolem afery korupcyjnej związanej ze słynną propozycją złożoną "Agorze" latem w 2002 r. Od kilku dni swoim nazwiskiem Lew Rywin firmuje inną, według prokuratury, także wielką aferę. To jego nazwisko od początku przyciągało zainteresowanie mediów. I pewnie ono będzie najgłośniejsze wśród podejrzanych, a być może później i oskarżonych w tej sprawie.

Warto być może już teraz ukuć jej nazwę. Dla pierwszego wyczynu kryminalnego z 2002 r. znanego wówczas producenta filmowego utrzymałbym pierwotną, oszczędną, chciałoby się powiedzieć surową formę - "afera Rywina". Obecną sprawę z 2005 r. tegoż samego bohatera, jednakże definiowanego jednak z punktu widzenia jego nowej specjalności, jako znanego oszusta, nazwałbym "Aferą lekarską Rywina".
Czy możemy już ostrzyć zęby na trzecią?