Wynik obecnych wyborów pokazuje, że tak naprawdę istnieją dwie Ameryki. Okazało się, że Ameryka nie jest wcale Ameryką Busha. Demokraci wygrali pierwszy raz po 12 latach. To zwycięstwo ma bardzo istotne znaczenie. Jest to pierwszy wyraźny znak, że Amerykanie nie popierają republikańskiej polityki prezydenta.
Oczywiście na razie sytuacja niewiele się zmieni. Przejęcie przez Demokratów Izby Reprezentantów nie wpłynie na politykę zagraniczną, bo Kongres nie ma niestety wpływu na sprawy międzynarodowe. Jest to domena prezydenta, a Bush nie ustąpi ani na krok. Jeżeli ktoś się łudzi, że przegrana jego partii da mu do myślenia, to się głęboko myli. Prezydent nadal nie będzie ulegał żadnym wpływom ani nie zmieni kierunku polityki ze względu na to, co myślą obywatele. Dlatego mimo głębokiego niezadowolenia Amerykanów z wojny w Iraku Bush nie wycofa stamtąd żołnierzy.
Jedyne, co może się zmienić, to polityka krajowa. Domyślam się, że rozgrywki wewnątrz kraju się zaostrzą. To jest pole, na którym Demokraci mogą zacząć działać. Myślę, że zmieni się polityka budżetowa, podejście do kwestii obyczajowych, pojawią się nowe rozwiązania w opiece zdrowotnej czy w dziedzinie ubezpieczeń społecznych. Miejmy nadzieję, że może w Ameryce w końcu skończy się polityka dla bogaczy.