Ten wynik da się interpretować na dwa sposoby: albo Amerykanie pragną jak najszybszego wycofania wojsk amerykańskich z Iraku, albo uważają, że nadal należy realizować misję demokratyzacji tego kraju, tylko z większą ostrożnością i starannością. Moim zdaniem bliższa prawdy jest ta druga ewentualność i sądzę, że Demokraci zdają sobie z tego sprawę.
Jeśli chodzi o politykę wewnętrzną, to nie sądzę, by – jak interpretują to niektórzy komentatorzy – Amerykanie chcieli odejść od wartości reprezentowanych przez konserwatywną administrację Busha, takich jak ochrona ycia poczętego, sprzeciw wobec małżeństw homoseksualnych czy uznawanie roli wartości religijnych w życiu publicznym. W stanach, w których równocześnie z wyborami poddano pod referendum regulacje stanowiące, że małżeństwo jest związkiem między mężczyzną a kobietą, to prawo zostało przyjęte.
Zresztą sami kandydaci demokratyczni podkreślali podczas kampanii wyborczej swoją religijność, wagę wiary i centrowy światopogląd. Nie oczekiwałbym zatem większych zmian w wewnętrznej polityce amerykańskiej. Jeśli chodzi o politykę międzynarodową, to przypuszam, że nastąpi lekkie przesunięcie w stronę polityki multilateralizmu, większego nastawienia na współpracę z partnerami i uwzględniania ich interesów.