Po pierwsze, wyborcy przejęli się przede wszystkim problemami ogólnopaństwowymi, podczas gdy zwykle dominują sprawy lokalne. Po raz pierwszy od 40 lat, od czasu klęski Amerykanów w Wietnamie, centralną rolę odegrały sprawy międzynarodowe. Wojna w Iraku nie była nawet na liście głównych postulatów wysuniętych przez Partię Demokratyczną – ale protest przeciw dotychczasowej linii działania rządu George’a W. Busha okazał się najważniejszym motywem głosujących.
Po drugie, sama osoba prezydenta, jeszcze dwa lata temu tak popularnego, stała się teraz przyczyną klęski Republikanów. Przywódca partii okazał się dla niej krępującym obciążeniem. Według ogłoszonego niedawno studium poziomu umysłowego wszystkich dotychczasowych prezydentów, George W. Bush nie odbiega inteligencją od przeciętnego amerykańskiego absolwenta uniwersytetu – ale wykazuje rekordową niezdolność do wyciągania wniosków z nowych doświadczeń. Podczas kampanii wyborczej kandydaci republikańscy często unikali pokazywania się razem z urzędującym prezydentem.
Hasłem bojowym demokratów były „trzy C”: corruption, credibility, competence – czyli korupcja, wiarygodność, kompetencja. Wyraźna większość Amerykanów uznała, że Partia Republikańska głosząca hasła wartości (tradycja, rodzina, religijność, uczciwość), okazała się przeżarta przez korupcję, mało wiarygodna, niekompetentna, uwikłana w skandale, także seksualne. Samego prezydenta dotykał tylko zarzut niekompetencji, uzasadniany katastrofalnym przebiegiem wojny w Iraku, destabilizacją całego Bliskiego Wschodu i gwałtownie narosłą w świecie niechęcią do USA. Pozycja Zjednoczonych i ich sojuszników jest dziś znacznie gorsza, niż kiedy pięć lat temu Bush ogłosił swoją wojnę z „międzynarodowym terroryzmem”.
Bush pozostanie u władzy jeszcze przez dwa lata. Będzie kierował rządem, może wetować uchwały Kongresu. Ale prezydent nie jest dysponentem własnej partii. Będzie się musiał liczyć z jej interesami i jej opinią. Zaś Republikanie zdają sobie doskonale sprawę, że trzymanie się dotychczasowego kursu, także w sprawach budżetu, którego deficyt bije rekordy, grozi im następną klęską za dwa lata. Dlatego sądzę, że George W. Bush będzie zmuszony zmienić zarówno styl rządzenia, jak i wiele składników dotychczasowej polityki. Szybkie wycofanie się z Iraku uważam za mało możliwe, ale ogłoszone zostaną nowe cele i terminy ich osiągnięcia.
Czy wynik wyborów jest dobry dla Polski? Tak. Nie dlatego, że „lepsi” są dla nas Demokraci – to, która partia rządzi w USA, jest wewnętrzną sprawą Amerykanów, a dobre i złe rzeczy spotykały nas od obu partii. Dobry dlatego, że źle jest być wiernym sojusznikiem rządu, który popełnia tak wielkie błędy w sprawach międzynarodowych.