Dziennik Gazeta Prawana logo

"PiS działa na szkodę Polski"

12 października 2007, 14:22
Ten tekst przeczytasz w 8 minut
"Działalność rządów PiS doprowadziła do pogorszenia naszych stosunków z otoczeniem międzynarodowym na każdym de facto kierunku, zwłaszcza w relacjach polsko-niemieckich i polsko-rosyjskich" - pisze w DZIENNIKU Bronisław Komorowski.
Kilka dni temu minął rok od przejęcia władzy w Polsce przez PiS. Ponad 370 dni to jak sądzę wystarczająca perspektywa, by pokusić się o rzetelną ocenę polityki zagranicznej obecnej ekipy.
W tym czasie przypomnijmy rządy sprawowały dwie ekipy: premiera Kazimierza Marcinkiewicza i obecna Jarosława Kaczyńskiego. Szczególnie krytycznie należy ocenić obecny gabinet. Działalność rządu Jarosława Kaczyńskiego i aktywność jego zaplecza politycznego doprowadziły bowiem do radykalnego pogorszenia wizerunku Polski na świecie. Obraz Polski w mediach zagranicznych nigdy po 1989 roku nie był tak zły jak obecnie. W rezultacie rząd Jarosława Kaczyńskiego doprowadził do osłabienia pozycji międzynarodowej Polski.

MSZ zmarginalizowane
Pisząc o ostatnim roku polskiej dyplomacji, nie sposób nie dostrzec, że Polska wbrew szumnym zapowiedziom nie prowadziła w ostatnim czasie przemyślanej i konsekwentnej polityki zagranicznej. Ministerstwo Spraw Zagranicznych i pozostałe agendy rządowe odpowiedzialne za nią administrowały jedynie stosunkami zewnętrznymi Polski. MSZ, choć w programie PiS miało odgrywać rolę głównego koordynatora polskiej polityki zagranicznej, zostało zmarginalizowane. Kluczowe decyzje nie zapadają dzisiaj ani na Szucha, ani w Alejach Ujazdowskich, lecz przy Krakowskim Przedmieściu w Pałacu Prezydenckim. Szefowa dyplomacji pani Anna Fotyga zamiast być kreatorem polityki zagranicznej stała się często nieudolnym wykonawcą sugestii nadchodzących z otoczenia prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Rząd mimo że zapowiadał wzmożoną aktywność międzynarodową nie zaprezentował naszym partnerom i sojusznikom żadnej przemyślanej koncepcji. „Pakt muszkieterów jako idea wart rozważenia został dyletancko przygotowany i nieumiejętnie zaprezentowany. Podobny los spotkał pomysł euroarmii. A był on generalnie słuszny. Pogłębienie integracji europejskiej w zakresie polityki zagranicznej i bezpieczeństwa (co Platforma Obywatelska postuluje już od dawna) jest warte możliwie szerokiego wsparcia. Jednak zaczęto się z niej chybcikiem wycofywać, jeszcze zanim jej główne założenia zdołali poznać i ewentualnie zaakceptować nasi najważniejsi sojusznicy. Szczególnie amatorsko przeprowadzono akcję dementowania informacji o rzekomej propozycji euroarmii, którą premier miał złożyć kanclerz Angeli Merkel.
Pod koniec tygodnia premier Kaczyński zaprzeczał. W poniedziałek w „Financial Times prezydent Kaczyński potwierdził, że kwestia wspólnych europejskich sił zbrojnych była jednak przedmiotem berlińskich rozmów premiera. Czy ktoś w Europie zrozumiał, jakie jest polskie stanowisko w tej sprawie? Nie. Informacyjny tumult wokół euroarmii potwierdził, że w Warszawie panuje chaos.

Gorzej na każdym odcinku
Działalność rządów PiS doprowadziła do pogorszenia naszych stosunków z otoczeniem międzynarodowym na każdym de facto kierunku. Na szczególną krytykę zasługuje gwałtowny wzrost napięcia w relacjach polsko-niemieckich. Mimo kilkakrotnych, osobistych spotkań z kanclerz Angelą Merkel zarówno premiera Marcinkiewicza, jak i Kaczyńskiego nie doszło do przełamania impasu. Nie pomogły nawet apele ze strony Stanów Zjednoczonych zabiegających o poprawę naszych relacji z Niemcami. W stosunkach z Rosją także nie doprowadzono do przełomu. Złożenie weta w sprawie mandatu Komisji Europejskiej na negocjacje UE Rosja dotyczące przyszłej umowy o partnerstwie i współpracy jest raczej oznaką naszej słabości, a nie siły. Klucz do poprawy stosunków polsko-rosyjskich leży w Moskwie. Bruksela istotnie może nam tu pomóc, pod warunkiem że uda nam się przekonać europejskich partnerów do naszej oceny polityki Kremla, który w oczywisty sposób próbuje wbijać klin pomiędzy Warszawę a resztę Wspólnoty. Ale by odnieść w tej batalii sukces, nie można ograniczać się tylko do składania weta. Weto powinno być tylko jednym z elementów całego wachlarza rozwizań. Sukces zależeć będzie od naszej aktywności i na europejskich salonach dyplomatycznych, i na łamach najbardziej opiniotwórczych mediów. Minister Fotyga powinna od rana do nocy objeżdżać unijne stolice i tłumaczyć nasze stanowisko, a nie ograniczać się li tylko do składania wymaganych protokołem wizyt.
W relacjach ze Stanami Zjednoczonymi kontynuowano politykę zbędnej nadgorliwości, hojnie szafując polskimi żołnierzami wysyłanymi w ramach kolejnych misji zewnętrznych na antypody świata. Pogłębiający się kryzys koalicji rządowej utrudniał partnerom zagranicznym współpracę z Polską. Brak jasności co do rzeczywistego ośrodka decyzyjnego polskiej polityki zagranicznej pogłębił u nich kryzys zaufania do MSZ. Historia z notatką z rozmowy z zastępcą amerykańskiego ambasadora w USA w Warszawie pokazuje, jak niskie zaufanie do polskiej administracji rządowej mogą mieć zagraniczni dyplomaci i jaka jest prawdziwa, niewygładzona dyplomatycznym językiem opinia o naszym rządzie. Polska utraciła pozycję lidera przemian w Europie Środkowo-Wschodniej. Jest dzisiaj powszechnie oceniana jako hamulcowy procesu integracji europejskiej. Wbrew składanym wcześniej deklaracjom reprezentujące Polskę MSZ nie broniło twardo interesów naszego kraju.

Nieudolny dialog z USA
Lista grzechów popełnionych przez PiS w zakresie polityki zagranicznej jest niestety dłuższa. Jeden z ważniejszych to niezdolność tej ekipy do zaangażowania naszych sojuszników z USA w poważny dialog dotyczący przyszłości strategicznej współpracy. Zamiast tego mamy do czynienia jedynie z reakcjami ad hoc na kolejne posunięcia polityków amerykańskich.
Mam na myśli chociażby Afganistan czy gotowość do podtrzymania polskiej obecności militarnej w Iraku, mimo bezsensowności przedłużania operacji, strat w ludziach i co też ważne jej kosztów. Sprawą zasadniczą naszej polityki zagranicznej powinno być wyjście polskich wojsk z Iraku. Dialog strategiczny w czerwcu w Waszyngtonie zakończył się całkowitym fiaskiem (powtarzano banały). Dodajmy do tego niezdolność polskiej ekipy rządzącej do otwarcia się na szersze spektrum polityczne w USA, w tym Demokratów, którzy dwa tygodnie temu sięgnęli po władzę na Kapitolu.
Mimo wielokrotnych wezwań opozycji rząd nie rozpoczął dialogu społecznego dotyczącego polskiej polityki zagranicznej. Nie odpowiedział też na składane przez opozycję wezwania do konsultacji parlamentarnych przed podejmowaniem kluczowych decyzji dotyczących bezpieczeństwa narodowego. Pogłębił jedynie istniejący już deficyt w zakresie demokratycznego kształtowania głównych celów polityki zagranicznej na zasadzie konsensusu głównych sił koalicji rządowej i opozycji.
Jedna z przyczyn ogólnej niemocy obecnej polityki zagranicznej wynika z totalnego zlekceważenia parlamentu przez ekipę braci Kaczyńskich. Dotyczy to szczególnie sejmowej komisji spraw zagranicznych. W tej sytuacji funkcja kontrolna parlamentu nad polityką zagraniczną zresztą konstytucyjnie zagwarantowana pozostaje fikcją. Przypomnę tylko, że komisja nie jest nawet w stanie zainteresować się czystkami w MSZ ani określić, czy wzmacniają one czy osłabiają ten resort. Sejm od czerwca czeka na debatę poświęconą stosunkom polsko-niemieckim w piętnastolecie traktatu.

Dla Polski i wspólnej Europy
Polityka europejska nie jest wyłącznie częścią polityki zagranicznej, strefą polityki zarezerwowanej wyłącznie dla dyplomatów. Dotyczy prawie wszystkich dziedzin życia obywateli, samorządu i administracji rządowej. Wynika z tego faktu potrzeba określenia polskich ambicji nie tylko dla Polski w Unii, ale też dla wspólnej Europy. Dlatego polski rząd powinien wykazywać aktywność, uczestnictwo, wspólną odpowiedzialność, a nie izolować Polskę od innych krajów UE. Polska ma także obowiązek (i przywilej) w związku z rolą lidera przemian, którą odgrywała od 1989 r. Niestety, ostatni rok pokazał, jak potencjał ten można rozmienić na drobne. Kluczowa sprawa, która powinna stanowić temat debaty wśród ugrupowań politycznych, to wykorzystanie funduszy unijnych w latach 2007 2013 na rozwój gospodarczy i społeczny, na skok cywilizacyjny dla wsi. Nie możemy więcej marnować czasu: Unia powinna dokonać przeglądu budżetowego w latach 2008 2009. Słabe wykorzystanie środków przez największy z nowych krajów członkowskich będzie kompromitujące dla Polski. Brak pomysłu na Europę ma także konsekwencje dla obywateli: oznacza niepodjęcie decyzji w sprawie przyszłości, daty wejścia do euro czy strefy Schengen czy budowy kilometrów autostrad. Zamiast tego słyszymy, jak premier zapewnia w Brukseli, że Polska jest „demokratycznym i normalnym krajem.
Widoczny jest także chaos w kierownictwie dyplomacji. Brak współpracy poszczególnych urzędów owocuje porażkami w sprawach strategicznych interesów państwa. Przykładem niech będzie kwestia bezpieczeństwa energetycznego, gdzie efektywnym pomysłom nie towarzyszy jakikolwiek postęp w zapewnieniu Polsce bezpieczeństwa dostaw. Wręcz przeciwnie od
stycznia odczujemy nieudolność rządu, płacąc znacznie więcej za gaz. Niemiecki minister spraw zagranicznych ostatnie tygodnie spędził w krajach Zatoki Perskiej, Azji Centralnej i Afryki Północnej, poszukując złóż gazu dla coraz bardziej uzależniającej się od rosyjskiego gazu niemieckiej gospodarki. Nie pytam nawet, gdzie w tym czasie była pani minister.

Politycy sceptyczni Polska znów osamotniona
Niejasne jest stanowisko rządu co do tego, jak rozwiązać kryzys konstytucyjny w Unii. Wypowiedzi prezydenta, premiera i minister spraw zagranicznych prowadzą do jednego wniosku: Polska ma stanowisko sceptyczne, o szczegóły trudno się jednak dowiedzieć. Można natomiast przewidzieć, że tego rodzaju polityka spowoduje po raz kolejny osamotnienie Polski w Unii. Trudno realizować ofensywę dyplomatyczną bez właściwej reprezentacji w gronach unijnych. Sejmowa komisja spraw zagranicznych powinna wyjaśnić, dlaczego kluczowe stanowisko ambasadora przy Unii Europejskiej pozostaje nieobsadzone: brak kadr, brak zaufania czy brak pomysłu? Polacy są obecnie największymi eurooptymistami w Unii. Poradzili sobie we Wspólnocie, która dla wielu z nich oznacza pracę i lepszy poziom życia. Szkoda, że politycy rządowej koalicji nie pomagają im. Politycy rządzący w Polsce żyją w innej krainie niż obywatele.


Bronisław Komorowski, wicemarszałek Sejmu i wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej, w gabinecie cieni PO odpowiada za sprawy międzynarodowe
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj