Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, politolog i dyplomata
W zsowietyzowanym mózgu Władimira Putina widać światełko zwiastujące poprawę stosunków Rosji z nami – w ten sposób skomentowałbym opublikowanie jego tekstu w polskiej
prasie.
Przez kilkanaście lat Rosja Putina – najpierw za jego premierostwa, a potem prezydentury – nie potrafiła znaleźć sposobu na układanie stosunków z państwami średnimi i
małymi. W tym z Polską. Również z byłymi satelitami bloku sowieckiego. Polskę wręcz bojkotowała – tak trzeba nazwać to zachowanie. Były to wieloletnie okresy bez wizyt
państwowych i umów państwowych z jakimiś krótkimi spotkaniami na terenie państw trzecich. Przez te kilkanaście lat establishment rosyjski dążył do odzyskania władzy w byłych republikach i
uzyskania przemożnego wpływu na państwa takie jak Polska. Rosja nigdy nie potrafiła sobie poradzić z utratą władzy i na złość samej sobie udawała, że tych państw nie dostrzega. Tak jakby
chciała przeczekać ich niepodległość. Najłatwiej jej szło z państwami o podobnym potencjale, które nigdy nie znajdowały się w jej sferze wpływów. Być może teraz widzimy nadciągający
przełom, choć nie należy tego przeceniać. Już raz sądziłem, że wizyta Putina w Polsce spowoduje ożywienie kontaktów z Polską. Bowiem wtedy złożył kwiaty pod pomnikiem Państwa
Podziemnego, który wydawał się być gestem zapowiadającym zmianę nastawienia. Nic takiego nie zdarzyło się. To był pusty gest.
Władimir Putin mówi, że Rosja jest częścią Europy. Gdyby tak było naprawdę, ratyfikowałaby Kartę Energetyczną. To jest probierz jej europejskości. Jeśli nie chce tego zrobić, to znaczy,
że nie pragnie wiązać się z Europą. Rosja powinna się w końcu opowiedzieć, jak dotąd bowiem nie zdecydowała się, czy zamierza zostać członkiem europejskiej rodziny, czy też chce być
osobnym biegunem świata z własną tożsamością: nie zachodnią, europejską, ale właśnie rosyjską.
Polska broni swoich konkretnych interesów jak każde państwo na świecie. Tymczasem w tekście dla „Dziennika” Putin przyprawia nam gombrowiczowską „gębę”
i „pupę”. Gębę, że Polska to taki dziwak, a pupę, że taki niedorosły. Między wierszami próbuje nam wmawiać, że nie dojrzeliśmy do członkostwa w Unii Europejskiej ani
w NATO czy w instytucjach społeczności państw Zachodu. Rosja na dwa sposoby próbuje odizolować Polskę od Unii: piarowski i dyplomatyczny. Efekt pierwszego widać między innymi w tym tekście.
A drugi to odmowa rozmów z Unią na temat Polski.
Jacek Saryusz-Wolski, eurodeputowany PO
Niezależnie od tego, co myślimy o przesłaniu zawartym w tekście Putina napisanym dla „Dziennika”, dobre jest to,
że prezydent Rosji zwrócił się również do polskiego czytelnika.
W ten sposób docenia się wagę naszego kraju w wielostronnym dialogu.
Władimir Putin jednak zręcznie omija sedno sprawy. Traktatowe ułożenie stosunków Unia – Rosja jest potrzebne i co do tej zasady Polska nie protestuje. Natomiast jest możliwe tylko
wtedy, gdy Rosja w pełni zaakceptuje to, że Polska jest częścią Unii. Problem między nami a Rosją polega bowiem na tym, że usiłuje ona traktować Polskę tak jakby nie była częścią
Wspólnoty. Przykładem – zerwanie stosunków handlowych i embargo na eksport żywności. Rosjanie nie chcą rozmawiać z Unią o naszych problemach. Jeżeli dotrze do Władimira Putina,
że Polska jest częścią Wspólnoty i na równi z innymi kształtuje jej politykę w stosunku do Rosji, to wtedy wszystko będzie możliwe.
Jerzy Pomianowski, redaktor naczelny "Nowaja Polsza"
Uwaam za bardzo pozytywne, że Władimir Putin wypowiedział się o Polsce, i to z widocznym
zainteresowaniem. Do tej pory Rosja udawała, że jesteśmy nic nieznaczącym krajem. Jednak – jak widać – sam prezydent zwrócił uwagę na fakt naszego istnienia. Trzeba
podkreślić, że Polska jest dla gospodarki rosyjskiej niezbędna jako kraj tranzytowy dla ogromnej części ich gazu i ropy. Dopóki nie zbudowali rury na dnie Bałtyku, dopóty powinno im
zależeć na dobrych stosunkach z nami. Nie chcemy słuchać jednostronnych wypowiedzi polityków na nasz temat. Chcemy ich szanować, pod warunkiem, że z takim samym szacunkiem będą odnosić się
do nas. Nie tylko jako do kraju ważnego z punktu widzenia ich gospodarki, również jako do równoprawnego członka Unii Europejskiej. W ostatnim sporze nie chodzi wszak o nic innego, tylko żeby
Putin uznał Polskę jako takiego samego członka Wspólnoty jak pozostałe kraje UE.
Andrzej Krawczyk, minister w Kancelarii Prezydenta
Opublikowanie artykułu Władimira Putina na łamach „Dziennika” jest na pewno dla gazety sukcesem. Tym
większym, że Putin to jeden z najważniejszych polityków świata. Poza tym fakt, że prezydent Rosji zdecydował się na publikację w prasie polskiej, oznacza, że strona rosyjska chciała
przekazać Polsce pewien pozytywny sygnał. Artykuł jest co prawda utrzymany na dużym poziomie ogólności, abstrahuje od bieżącej polityki i wydarzeń ostatnich dni. Mógł więc ukazać się w
dowolnym momencie. Natomiast istotne jest to, że został utrzymany w przyjaznym tonie i nastawiony na współpracę ze stroną polską. Język oraz klimat artykułu są jak najbardziej pozytywne.
Jest to bardzo ważny głos, bo z pewnością strona rosyjska miała świadomość, kiedy tekst zostanie opublikowany i że ukaże się on w samym środku dyskusji przed szczytem rozmów Unia
Europejska – Rosja. Na pewno powinno nas to cieszyć. To początek kompromisowego podejścia do stosunków polsko-rosyjskich. Każe to przypuszczać, że może dojść do wypracowania
wspólnego mandatu.
Zdzisław Najder, ekspert stosunków międzynarodowych
Prezydent Putin nie zwraca się w swoim artykule – drukowanym równocześnie w paru dziennikach europejskich
– do Polaków, ale do wszystkich obywateli Unii. Polska nie jest tu wymieniona z imienia, ale Putin wyraźnie polemizuje ze stanowiskiem rządu polskiego. Nasze pretensje do Rosji uznaje za
niepotrzebne, bo jego zdaniem UE ze strony Rosji nic nam nie grozi. Sugeruje, że żądania polskie są wyrazem rozbijactwa. Wyraźnie chce wykorzystać ten negatywny stereotyp Polski –
jako niechętnej integracji europejskiej – o którego współtworzenie oskarżał wczoraj obecny rząd Bronisław Komorowski. Sam Putin deklaruje zdecydowane poparcie dla jednoczenia się
Europy; ale widzi to zjednoczenie w kategoriach gospodarczych, a nie politycznych. Zwraca się więc szczególnie do tych narodów, które ściślejszej integracji nie chcą – jak
Brytyjczycy. Warto przy okazji zauważyć, że z ich strony nie usłyszeliśmy ostatnio wyrazów poparcia. Natomiast takie państwa, jak Francja i Litwa, a także sama Komisja Europejska, dały
jednoznacznie do zrozumienia, że aprobują nasze stanowisko – chociaż nie aprobują naszych sposobów działania, tj. sięgania od razu po weto.
Ten artykuł jest kolejnym przejawem rosyjskiej chęci, by wbić klin miedzy Polskę a całą resztę Unii. A przynajmniej tak ustawić sprawę, żeby winą za ewentualną niemożność rozpoczęcia
negocjacji na temat nowej umowy między Unią a Rosją obarczyć Polaków. A Polakom wytłumaczyć przy okazji, że to jest wina ich rządu. „Nic wam ze strony Rosji nie grozi, tylko rząd
przeszkadza” – zdaje się przekonywać nas Putin. W tym samym duchu wypowiadali się minister spraw zagranicznych Ławrow i doradca prezydenta, który odwiedził niedawno Polskę,
Siergiej Jastrzembski.
W tekście Putina, nienazwane państwo – wszyscy wiemy, że chodzi o Polskę – nie rozumie Rosji, nie ma do niej zaufania i usiłuje zakłócić przyjazne i wzajemnie pożyteczne
stosunki między Rosją a Unią. Putin deklaruje, że choć Rosja do UE nie dąży, dzieli z Unią wspólne wartości i cele. Przypomina także, że sytuacja na Bliskim i Dalekim Wschodzie zależy od
Rosji. Prezydent robi miłe miny do całej Europy, bo chce nam utrudnić porozumienie wewnątrz Unii.
Publikacja tekstu w polskiej prasie jest bardzo zręcznym posunięciem. Rosjanie są bardzo wytrawnymi graczami politycznymi, wszyscy mogą się od nich uczyć zręczności. Wytworzyła się w tych
dniach sytuacja kryzysowa. Istnieje wyraźna różnica stanowisk między Unią a Rosją. Putin uznaje ją za wynik nieporozumienia, którego nie warto nawet bliżej określać. Ta ofensywa uśmiechu
jest przygotowaniem do dwu możliwych scenariuszy. Jeżeli jutro nie dojdzie do rozmów, wtedy Putin nazwie winnych po imieniu. Natomiast jeżeli rozmowy się rozpoczną, to znaczy jeżeli z jednej
strony Rosja zasygnalizuje skłonność do ustępstw, a z drugiej Polska okaże zaufanie władzom Unii, to Rosja będzie mogła powiedzieć: no to po co był ten cały zgiełk, skoro my wzajemnie nie
mamy żadnych istotnych pretensji. Gdyby nie opublikował swojego tekstu w polskiej prasie, moglibyśmy to przedstawić i nam, i naszym przyjaciołom na Zachodzie jako wyraz chęci izolowania Polski.
A tak może powiedzieć: „Przecież ja do nich się też zwracam”. To jest umiejętne PR.