MAGDALENA JANCZEWSKA: Właśnie skończył pan konferencję w Parlamencie Europejskim dotyczącą obrony wąskiej definicji wódki. Głosowanie za niespełna 10 dni. Na czyje wsparcie
możemy liczyć? A kto chce liberalizacji?
BOGUSŁAW SONIK*: W tym przypadku nie można mówić o konkretnych frakcjach, poparcie zależy od kraju pochodzenia eurodeputowanego.
Wspierają nas przede wszystkim Skandynawowie, przedstawiciele krajów nadbałtyckich, Czesi, Słowacy i Węgrzy. Czyli te wszystkie państwa, które rozumieją tradycyjny charakter tego alkoholu i
wiedzą, że nazwa "wódka" nie może być tylko wabikiem marketingowym. Naszymi oponentami są przede wszystkim Anglicy, Włosi, Hiszpanie i Francuzi.
No i Niemcy. Wczoraj ujawniono list tamtejszego Ministerstwa Rolnictwa, z którego jasno wynika, że nasi zachodni sąsiedzi opowiedzą się przeciwko wąskiej definicji wódki. Co ciekawe,
namawiają do tego także 24 inne kraje UE. Wśród adresatów nie znalazły się jednak Polska i Litwa...
To dla nas duży cios, zwłaszcza że toczymy z Niemcami rozmowy i wydawało
nam się, że możemy na nich liczyć. Szczególny niesmak budzi forma tego pisma. Niemcy wszak namawiają państwa Unii, aby wywierały wpływ na eurodeputowanych ze swoich państw. A to jest
przecież całkowicie niedopuszczalne.
Ale z pisma wynika, że także niemiecki rząd poddał się wpływom lobbystów...
To szczególnie bulwersujące - list oficjalnie sygnowany przez wysokiego rangą niemieckiego
urzędnika powołuje się na stanowisko European Vodka Alliance. A do tej grupy lobbingowej w końcu należy światowy potentat alkoholowy, firma Diageo, która jako pierwsza rozpoczęła produkcję
wódki z odpadów winogronowych.
Głosowanie już niedługo, czy uda nam się obronić definicję wódki produkowanej jedynie ze zboża?
Niestety, w tej sytuacji coraz realniejsza staje się groźba klęski.
Jeśli nie zaczniemy ostrej kampanii informacyjnej, to przegramy. Ale i tak jest już bardzo późno, do tej pory nie było żadnej porządnej dyplomatycznej ofensywy. Polska jakby całą sprawę
przespała. I teraz mamy tego efekty.