Dziennik Gazeta Prawana logo

Krzemiński: Wikileaks jest jak komunistyczna bojówka

29 listopada 2010, 18:18
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Ireneusz Krzemiński dla DZIENNIKA
Ireneusz Krzemiński dla DZIENNIKA/Inne
Wikileaks działa jak przedwojenna bojówka komunistyczna, a ujawnienie dokumentów dyplomatycznych to olbrzymia kompromitacja USA - uważa socjolog, profesor Uniwersytetu Warszawskiego Ireneusz Krzemiński. Jego zdaniem należy też spytać, o granice wolności słowa.

Portal internetowy Wikileaks opublikował w niedzielę 250 tys. depesz dyplomatycznych z ambasad i konsulatów USA.

Krzemiński uważa, że twórcy Wikileaks mają rewolucyjną motywację. "To jest dokładnie działanie takie, jak bojówek komunistycznych, zwłaszcza przed wojną, które chciały obalić ten zły ustrój" - powiedział w poniedziałek PAP Krzemiński. Jego zdaniem ujawnienie tajnych materiałów jest destrukcyjne "właściwie dla wszystkich" - zarówno dla obywateli, jak i państwa.

Według Krzemińskiego założyciel Wikileaks Julian Assange prezentuje postawę "szaleńczo negatywną wobec własnego społeczeństwa". Jak podkreślił socjolog, jest to tym bardziej uderzające, że Assange nie jest młodzieńcem i powinien wiedzieć, jakie były konsekwencje rewolucyjnych ruchów.

"Wikileaks to są destrukcyjni rewolucjoniści. Do tej pory nie jestem przekonany, że to służy czemukolwiek dobremu na dłuższą metę" - podkreślił prof. Krzemiński.

Ujawnienie materiałów dyplomatycznych Krzemiński nazwał "kompletną kompromitacją Amerykanów", ale ocenił, że raczej nie będzie ono miało negatywnych, publicznie znanych konsekwencji. "Niemniej jednak to jest tak, jakby czyjąś intymną rozmowę, intymne zapiski ktoś nagle ujawnił publicznie" - zastrzegł.

"Wiadomo, że wymiary życia ludzkiego są różne. Również państwo działa mniej lub bardziej jawnie i jest to właściwie bardzo często z wielkim pożytkiem dla obywateli. Tutaj żaden interes nie był naruszany przez to, że jest to sfera ukryta, sfera prywatna niejako, która nie jest kontrolowana przez wszystkich" - powiedział Krzemiński.

Jego zdaniem publikacji Wikileaks nie można nazwać przejawem kontroli społecznej. Przeciwnie, według Krzemińskiego sprawiła ona, że na nowo wraca pytanie o granice wolności słowa. "W takim wypadku, gdy na szwank narażone są nie tylko interesy jakichś instytucji abstrakcyjnych, ale tak naprawdę ma to przełożenie na działania i zachowania konkretnych ludzi, to wcale to rzekome używanie wolności słowa nie służy obywatelom" - ocenił Krzemiński. W jego opinii muszą istnieć jakieś ograniczniki wolności słowa.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj