Skala reform (jakże spóźnionych!) prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego ma się nijak do tych, które dawno mamy w Polsce za sobą. Kanclerz Angela Merkel imponuje konsekwencją w przekonywaniu Niemców do dłuższego okresu pracy, ale ta sama pani kanclerz dysponuje kartami niebędącymi w dyspozycji rządu Tuska – wielką wiarygodnością na rynkach finansowych świata i wiarygodnością państwa w oczach własnych obywateli.

Wielka Brytania dopiero co wpakowała w system bankowy sumy, o których polski minister finansów może tylko pomarzyć. Zasługą Jacka Rostowskiego jest zresztą to, że nie pompował pieniędzy w ratowanie gospodarki, co proponowało PiS, a co wykonała Merkel. Jacek Rostowski i Donald Tusk zrobili więcej niż Barack Obama i inni – nie dali się ponieść aktywizmowi.

Premier Tusk – szef partii politycznej – musi nie tylko wygrać wybory. Musi umieć lawirować między dwoma polskimi marzeniami: o socjalizmie i o kapitalizmie. Z charakterystyczną dla nas hipokryzją unikamy używania tych pojęć, zastępując je słowami „sprawiedliwość” (albo „bezpieczeństwo”) oraz „wolność i dobrobyt”.

Nie jesteśmy dziwakami, chcąc jednego i drugiego, chociaż, no właśnie, nie można jednocześnie mieć socjalizmu i kapitalizmu. Jesteśmy Europejczykami. Europejczycy chcą mieć jedno i drugie. Ich przywódcy balansują między tymi sprzecznymi aspiracjami narodów, raz wzmacniając sprawiedliwość, raz wolność – i tak mącąc w głowach, by nie było jasne, czy socjalizmu/kapitalizmu akurat ubyło czy przyrosło.

Dawno, dawno temu epoki wzmacniania socjalizmu pokrywały się wygranymi partii lewicowych, a epoki wzmacniania kapitalizmu z sukcesami partii prawicowych. To jednak czas przeszły. Socjaliści mogą dzisiaj odwoływać się do reform prokapitalistycznych, prawicowcy mogą zadłużać budżet lub zwiększać podatki. Takie czasy.

Nie znamy dnia ani godziny, bo też politycy stali się reaktywni: reagują na bieżąco, niekoniecznie w zgodzie z programem partii itp. przeżytkami. Donald Tusk, nie ulegając lewicowej histerii w momencie wybuchu kryzysu, zachował się jak polityk współczesny, który ma za nic ideały, lecz działa od zakrętu do zakrętu. Wstrzymując się z niektórymi, ważnymi zresztą reformami, zachował się podobnie – wyczuł, że kolejne zmiany mogą się Polakom wydać groźne. Czas trochę powzmacniać sprawiedliwość. Tylko patrzeć, aż znowu rozlegną się słowa „Pokaż lekarzu, co masz w garażu”.