W opinii Flisa, "specyfika" tegorocznej kampanii wynika z sytuacji politycznej. Jak tłumaczył, dotychczas przed wyborami parlamentarnymi dochodziło bowiem do "trzęsień ziemi" na scenie politycznej, a w tym roku tak nie było.

Reklama

"Najpierw było trzęsienie ziemi, a wybory były już skonsumowaniem tego - czy to był upadek rządu (Hanny) Suchockiej, czy powstanie AWS, jej rozpad, rozpad SLD, rozpad koalicji PiS-Samoobrona-LPR" - wyliczał. Tym razem - podkreślił - "trzęsienia ziemi nie było".

"Po raz pierwszy mamy tę samą czwórkę ugrupowań parlamentarnych, która idzie do wyborów, (...) mamy rząd, który przetrwał całą kadencję z tą samą koalicją i z tym samym premierem, czego jeszcze nigdy nie było. I tak naprawdę trzęsienie ziemi szykuje się dopiero na wieczór wyborczy i się okaże czy się rozsypie ta dotychczasowa konstrukcja, czy pochwieje się, ale zostanie" - powiedział Flis.

Jak mówił, w kontekście nadchodzących wyborów pojawia się kilka ważnych pytań. "Aż trzy rzeczy są niepewne - tzn. kto odniesie symboliczne zwycięstwo - w tym sensie, że będzie miał największe poparcie; kto wejdzie do Sejmu, z jaką siłą wejdzie i z tego wszystkiego wyniknie; jakie będą możliwe koalicje" - wyjaśnił.

Według Flisa, wszystkie cztery partie parlamentarne - PO, PiS, PSL i SLD - są bardzo dobrze znane Polakom i "dość opatrzone". "Stąd wyszło to, że w zasadzie największy wstrząs tej kampanii to są notowania ruchu nowego (Janusza Palikota-PAP)" - powiedział.

W opinii socjologa, dobre notowania Ruchu Palikota wynikają m.in. z tego, że przekonanie o stabilności "najwyraźniej uśpiło pozostałe partie". "Na pewno uśpiło Platformę, która raczej się nastawiała na odpieranie tradycyjnych ataków PiS-u, które nie nastąpiły (...) SLD też było przekonane, po styczniowo-lutowych sondażach, że idzie +na pewniaka+ po udział w rządzie. I tak naprawdę było zajęte wewnętrznymi sprawami, konfliktami i stąd wynika pewna nieporadność" - ocenił.

Reklama

Do tego - jak mówił - doszło "wynudzenie" mediów ostatnimi czterema latami, "w których do żadnego poważnego trzęsienia ziemi nie doszło, jeśli chodzi o sondaże". "Stąd mamy teraz taki kwiatek, który rośnie (Ruch Palikota-PAP). Czy on przeżyje tę najbliższą niedzielę, to trudno być pewnym" - stwierdził.

Najważniejsze pytanie w kontekście niedzielnych wyborów dotyczy - jak mówił - tego, czy zwycięstwo w nich odniesie premier Donald Tusk czy prezes PiS Jarosław Kaczyński. Socjolog zwrócił uwagę, że zabrakło w kampanii debaty Tuska z Kaczyńskim. "Zabrakło debaty (liderów PO i PiS - PAP) w związku z konsekwentną postawą Jarosława Kaczyńskiego oraz brakiem pomysłu ze strony PO, jak (...) to wygrać, tak żeby go zmusić do takiej debaty" - powiedział.



Ocenił, że wieczór wyborczy pokaże, czy "był to błąd, czy nie". "Tzn. jak Jarosław Kaczyński wygra te wybory, to wszyscy dojdą do wniosku, że dobrze zrobił. Jak przegra, to można będzie powiedzieć, że: +trzeba było zaryzykować+ i to był błąd. Dziś tego nie sposób powiedzieć" - ocenił.

Według Flisa, kluczowe znaczenie będzie także miał wynik wyborczy PSL. "Wynik PSL w okolicach 10 proc. to jest zupełnie inna sytuacja niż wynik w okolicach 6-7 proc., który umożliwia inny układ sił. Bo, jak się wydaje, to jest jedyna partia, która jest w stanie zawrzeć koalicje z obydwoma głównymi siłami" - powiedział.

Ekspert pytany czy uważa tegoroczną kampanię za merytoryczną, czy nie, odparł: "Różnice między dużymi partiami są duże, natomiast tak naprawdę oczywiście wszystkie partie unikały głównych tematów, unikały tego, co naprawdę trzeba zrobić po wyborach". Jak ocenił, zajmowały się głównie tym "czy Jarosław Kaczyński jest miły, a Donald Tusk pracowity".