Oprocentowanie obligacji Włoch dalej silnie rośnie i przekroczyło 6proc. mimo interwencyjnych zakupów EBC. Premier Włoch obiecał reformy, ale inni członkowie rządu są im przeciwni, a prasa wyśmiała je jako nierealizowalną listę życzeń.

Reklama

Portugalia nie realizuje celów pakietu stabilizacyjnego i poważnie myśli o jego renegocjacji, a banki portugalskie zaczynają mieć problemy, prawdopodobnie wkrótce zostaną odcięte od finansowania rynkowego i będą musiały polegać na pomocy EBC i rządu Portugalii. Zabroniono krótkiej sprzedaży akcji banków i spekulacji na rynku CDS, a pomimo tego inwestorzy pozbywają się tych akcji oraz uciekają z inwestycji w obligacje rządów krajów południa Europy, czego dowodem są dane ujawnione przez bank Barclays.

W czasie gdy EBC kupuje te obligacje w dużych ilościach, próbując obniżyć ich oprocentowanie, banki komercyjne je sprzedają, oczekując dalszego spadku cen papierów włoskich, czyli dalszego wzrostu ich oprocentowania powyżej 7 proc., co podobnie jak w przypadku Grecji będzie poprzedzało bankructwo. Plany zwiększenia siły rażenia funduszu antykryzysowego, błędnie zwanego bazuką, ponieważ powinien być określony mianem pancerfausta, co wynika z roli Niemiec w tym funduszu, spełzły na niczym. Niemiecki parlament nie wyrazi zgody na większą zrzutkę swoich podatników, a skoro Niemcy w to nie wchodzą, to Chińczycy też nie wejdą.

No i szef funduszu, Niemiec – a jakże – Klaus Regling wrócił niedawno z Pekinu z pustą czapką. Dodatkowo fundusz antykryzysowy musiał zmniejszyć emisję swoich obligacji z 5 do 3 mld euro i skrócić zapadalność z 15 do 10 lat z obawy, czy znajdą się nabywcy.

Jakby tego było mało, wyczerpuje się zdolność społeczeństw krajów południa Europy do ponoszenia kosztów dalszych reform. Co drugi młody Hiszpan jest bezrobotny, a premier Grecji, któremu grunt polityczny pali się pod nogami, zapowiedział referendum w sprawie zaakceptowania przyjętego na szczycie unijnym pakietu ratunkowego. W ramach tego pakietu do Grecji przyjechała grupa technokratów z Unii, żeby monitorować postępy w reformach, szefem jest, a jakże, Niemiec.

Lewicowe gazety prezentują tę wizytę jako analogię do faszystowskiej okupacji Grecji w czasie drugiej wojny światowej. W takiej atmosferze łatwo przewidzieć wynik referendum. A jedna z partii tworząca rząd w Holandii zapowiedziała, że takie referendum jest zerwaniem umowy zawartej na szczycie i że wtedy nie poprze ustaleń szczytu unijnego w holenderskim parlamencie, a więc ustalenia te nie wejdą w życie.

Dane ekonomiczne i prognozy są coraz gorsze, oficjalne scenariusze mówią o stagnacji w Unii Europejskiej w przyszłym roku, ale ekonomiści sektora prywatnego wskazują na możliwość wystąpienia recesji. Na przykład dr Zagłada, Nouriel Roubini, przewiduje możliwość wystąpienia wieloletniej depresji, jeżeli bankructwo Grecji lub jakiegokolwiek innego kraju południa Europy przyjmie niekontrolowaną postać.

Wszystko się wali, czy zatem jest jakaś nadzieja? Jest jeszcze jedna, ostatnia „nadzieja białych”. To nowy szef EBC Mario Draghi, były prezes Banku Centralnego Włoch. Czy Włoch rzuci pizzę ratunkową tonącym braciom i siostrom, kupując obligacje ich kraju na olbrzymią skalę? Okaże się w najbliższych dniach lub tygodniach, a jeśli rzuci, to giełdy będą miały okazję do ostatnich wzrostów przed momentem prawdy, który nadchodzi. Nieuchronnie!

Odpowiadam na pytanie zadane na początku felietonu: nie tylko może być jeszcze gorzej, ale na pewno będzie. Nie widać żadnych politycznie możliwych metod uratowania Włoch przed bankructwem. Głębokie cięcia wydatków napotkają strajki, i Rzym znów zapłonie. Próba przepoczwarzenia EBC – który został zbudowany na kulturze i tradycji Bundesbanku – w prasę drukarską tak wkurzy Niemców, że będą skłonni opuścić strefę euro, a te kraje, które zostaną, będą mogły liczyć wyłącznie na śmieciowy rating.

Jak zatem wyglądają nasze perspektywy na najbliższe 2 – 3 lata? Jesteśmy małą wyspą, w powszechnym mniemaniu bardzo zieloną, a wokół szaleje wzburzony ocean kryzysu finansowego. My się tym na razie nie przejmujemy, kąpać się nie trzeba, przeczeka się sztorm w domu lub w knajpie. Jest pełna miska, są dobre seriale, są ciekawe konkursy: jak oni tańczą i jak oni śpiewają, czy cokolwiek jeszcze robią. Tylko na razie żadna telewizja nie pokazuje, że nieuchronny upadek Rzymu spowoduje falę tsunami, która zmiecie dobre samopoczucie i pełną miskę z zielonej wyspy.