Główną myślą wystąpienia Donalda Tuska było, co zrobić, by chronić Polskę już nie przed spowolnieniem, ale wręcz recesją w Europie. Oczywiście pierwszoplanową rolę będzie w tym grał rząd, ale ma cichego partnera, bez którego pomocy będzie mu ciężko. To samorządy. Już raz unijny komisarz pytał naszego ministra finansów „ Jacku, co się stało?”, gdy deficyt samorządów podbił deficyt całego sektora finansów publicznych. Aby nie było powtórki, przydałaby się jak najlepsza komunikacja między rządem a marszałkami, wójtami, prezydentami i burmistrzami. Skarżą się oni, że nie wiedzą, co zapisać w swoich budżetach, bo nie znają ostatecznej wersji budżetu centralnego.

Reklama

Oczywiście można zarzucić im naiwność. Jeśli śledzą to, co się dzieje w Europie i na świecie, to wiedzą, iż nie ma żadnej gwarancji, że nawet jeśli Jacek Rostowski pokaże budżet, to po miesiącu będzie on aktualny. W przeciwieństwie do „normalnych czasów” wiedza ministra finansów o przyszłym scenariuszu gospodarczym wyprzedza ich wiedzę nie o miesiące, a raczej dni lub godziny. Natomiast ze strony rządu przydałaby się wyciągnięta ręka w innej sprawie. Chodzi o rodzaj paktu gwarantującego samorządowcom wzrost dochodów w przewidywalnej przyszłości, a nie tylko nakładanie nowych zadań. Wczoraj resort edukacji pokazał projekt rozporządzenia odkładający do 2014 roku obowiązek posyłania sześciolatków do szkół. Koszt dostosowania placówek w dużej części spada na samorządy.

Gdy rząd wprowadził reformę, dał im trochę pieniędzy, ale potem był kryzys i zabrał. Mamy zapowiedzi wydłużenia wieku emerytalnego, podniesienia składki rentowej, niekorzystne ich skutki też spadną na samorządy. Korzyści mogą odnieść tylko ze zmian w PIT, które odczują w budżetach dopiero na 2014 rok. Takie finansowe porozumienie byłoby potrzebne, by nie było jak w dowcipie, że jeśli rząd mówi, że nie da, to nie da, a jeśli mówi, że da, to mówi.