Ręka wyciągnięta przez prezesa banku centralnego do rządu przychodzi w momencie, kiedy nawet niektóre instytucje rządowe same sobie podstawiają nogi. Resort skarbu na finiszu konsultacji wyskoczył na przykład z zupełnie nową koncepcją zmian. Więc Władysław Kosiniak-Kamysz i Jacek Rostowski mogą czuć się dłużnikami Marka Belki.

Dlatego wydaje się, że zmiany są przesądzone. Obowiązkiem rządu jest jednak zapewnić, że ich efekty nie zostaną zmarnowane. To znaczy, że dług po tym, jak spadnie na skutek przesunięcia części aktywów OFE do ZUS, nie zacznie rosnąć. Jednocześnie sam sposób przeprowadzenia zmian powinien budzić jak najmniej wątpliwości.

Dlatego czekamy, aż rząd pokaże ekspertyzy prawne dotyczące konstytucyjności projektów. Nie ma wątpliwości, że nawet gdy je pokaże, spór będzie toczył się nadal. W końcu zdania na ten temat są ostro podzielone i nikt nie przeprowadzał do tej pory zmian w takiej skali. Prezes NBP pokazał, o jaką stawkę toczy się gra. Jak wskazuje, bez tych zmian w kolejnych latach trzeba będzie ostro zaciskać pasa.

Za rok byłoby to 2,8 proc. PKB, czyli około 45 mld zł. Dla porównania przyszłoroczne wpływy z PIT planowane są na 43 mld zł. To oznacza, że nawet jeśli znajdzie się chętny do zaskarżenia uchwalonej ustawy przed Trybunał Konstytucyjny i sędziowie podzielą jego wątpliwości, to będą musieli rozpatrywać kolizję z innymi wartościami konstytucyjnymi. Na przykład ze stabilnością finansów publicznych. Można powiedzieć, że prezes NBP położył na stole 45 mld zł i czeka, czy znajdzie się ktoś, kto powie „sprawdzam”.