Dziennik Gazeta Prawana logo

Starania Kaczyńskiego nie wiodą w stronę dyktatury, lecz kupy gruzu [OPINIA]

22 lipca 2017, 08:51
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Protest w Warszawie
Protest w Warszawie/PAP
Znów nam się Rzeczpospolita rozwaliła jak domek z kart. Tym razem trzecia. W przeciwieństwie do drugiej nawet nie musieli zabierać się do niej sąsiedzi. III RP zbudowano na takich fundamentach, że krach był po prostu nieuchronny.

Kiedy przez ostatnie dni narastała fala protestów przeciwko wysadzeniu w powietrze Krajowej Rady Sądownictwa oraz Sądu Najwyższego (dlaczego PiS nazywa to reformą?), uderzało to, jak bardzo są bezradne elity do niedawna rządzące Polską. Bezradne i samotne. Wprawdzie udało się wyprowadzić na ulice miast sporo ludzi zaniepokojonych rozwojem sytuacji, lecz na spotkania z Williamem i Kate, brytyjską parą książęcą, która w tych samych dniach gościła w Polsce, przychodziły większe tłumy.

Suweren, choć nie lubi awantur i nie marzy mu się dyktatura PiS, nie poparł dyżurnych autorytetów. Być może dlatego, że same zdyskredytowały się dużo wcześniej. Kiedy Adam Michnik grzmi z trybuny, że wszyscy próbujący narzucić Polsce dyktaturę zostaną rozliczeni, najżyczliwszą na to reakcją pozostaje chichot. Choć śmiać się nie ma z czego, bo do rozliczania dyktatury pretendują ci, co mieli obowiązek sprawiedliwego osądzenia czynów Jaruzelskiego, Kiszczaka czy Urbana. Osób ponoszących polityczną odpowiedzialność za reżim, który nawet w latach liberalizacji, choćby za Gierka, miał na sumieniu kilkaset zamordowanych osób i zniszczenie życia dziesiątkom tysięcy.

Jeśli "autorytety moralne" mają na myśli takie rozliczanie, to kierownictwo PiS powinno oszaleć z radości. Członków partii, tak jak dawnych komunistów, czekają w przyszłości kariery medialne, milionowe majątki, luksusowe życie i wygodne emerytury. Aż dziw bierze, że nikt wcześniej nie próbował wprowadzić w III RP krwawej dyktatury, bo późniejsze bycie rozliczanym naprawdę się opłaca.

Tyle że Jarosław Kaczyński nie będzie miał tego szczęścia, bo jego starania nie wiodą w stronę dyktatury, lecz kupy gruzów. Jeśli reforma KRS i SN przebiegnie tak jak Trybunału Konstytucyjnego, to podstawowe organy wymiaru sprawiedliwości ulegną delegitymizacji. Tak jak to się stało w przypadku TK. A Prawo i Sprawiedliwość, po wprowadzeniu do ustaw poprawek prezydenta Andrzeja Dudy, nawet nie będzie w stanie obsadzić tych instytucji wiernymi nominatami.

Wielka awantura przyniesie mizerne profity polityczne. Praca sądów w niczym nie zostanie usprawniona, wymiana kadrowa zawiśnie w powietrzu, ale za to wyborcy będą kojarzyć, że gdy zapadnie niesprawiedliwy wyrok, odpowiedzialność ponoszą "pisowskie sądy". Po czym, gdy w końcu PiS straci władzę, następcy będą czuli, iż mają mandat do rozprawienia się z tymi upolitycznionymi instytucjami. Oczywiście, by obsadzić je po kolejnej reformie swoimi nominatami – miernymi, ale wiernymi.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj